*** 15 lat po ślubie ***
Od ślubu minęło 15 lat. Ja i Michał z każdym dniem jesteśmy coraz bardziej szczęśliwi.
9 miesięcy po ślubie urodziło nam się trzecie dziecko- zdrowy chłopiec, którego nazwaliśmy Krystian. Michał oszalał z radości, gdy pierwszy raz wziął go na ręce.
Teraz Matt ma 18 lat i wyrósł na przystojnego chłopaka, który zaraził się miłością do siatkówki od Michała i teraz gra w Jastrzębskim Węglu.
Blanka ma teraz 16 lat i wyrosła na piękną i rudą dziewuchę. Powiem szczerze, że nie jest jak typowa nastolatka. Nie buntuje się, nie sprawia większych kłopotów. Pomaga mi i Michałowi zawsze, kiedy tylko stwierdzi, że nie damy rady.Ona też uprawia siatkówkę, tylko w żeńskim Jastrzębskim Węglu.
Krystian ma 15 lat i także poszedł w stronę sportu, tylko że on woli kształcić się w stronę piłki ręcznej. Nie zabronimy mu tego, bo przecież to jego wybór.
Michał skończył karierę siatkarza w wieku 38 lat i został trenerem Jastrzębskiego Węgla, a mnie przyjęli jako fotografa do tego samego klubu.
- Mamooo! Gdzie moje ochraniacze na kolana?!- Matt wydarł się na cały dom
- Nie wiem!- odkrzyknęłam robiąc Blance i Krystianowi kanapki do szkoły
- Dobra mam!!- wrzasnął po ok. 15 minutach
- Hej kotku- Michał stanął za mną, pocałował w policzek i przytulił się do moich pleców
- Cześć Misiek- odwróciłam się do niego przodem, a on wpił się w moje usta
- Mamo, szybko, bo się spóźnimy do szkoły- tą chwilę przyjemności przerwała nam Blanka. Oderwałam się niechętnie od mojego męża i podałam kanapki z serem i szynką Blance, a z nutellą Krystianowi, który właśnie przyszedł. Złapali jedzenie i popędzili do samochodu, a Michał znowu zaczął mnie całować.
- Dawno nie mieliśmy chwili dla siebie- mruknął zmysłowo do mojego ucha, a ja tylko kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam.
- Mamo no szybko. Za 10 minut zaczynają się lekcje!- do kuchni wpadła zła Blanka
- No już- uśmiechnęłam się radośnie i podreptałam w stronę wyjścia, łapią jeszcze klucze do volva.
- No szybciej!- krzyknęła
- Ja mam 36 lat, czego ty ode mnie wymagasz...- powiedziałam roześmiana
Młoda nic juz nie powiedziała, tylko wsiadła do samochodu
Będąc już pod szkołą Krysti jak zwykle żegnał się w nietypowy sposób
- Dobra to ja spadam. Albo jeszcze nie... Albo dobra nie ważne- machnął ręką- Chociaż nie.
- Krystian- spojrzałam na niego z mina typu --__-- - Mówisz czy nie?
- Pamiętasz, że macie dzisiaj z tatą przyjść na mój mecz?- zapytał z obawą w oczach
- Kochanie- potargałam jego włosy- Pewnie, że pamiętam. Przyjdziemy, nie martw się- uśmiechnęłam się serdecznie i ucałowałam w policzek- Leć już, bo się spóźnisz
Pomachał szybko i pobiegł do drzwi szkolnych.
Widzą, że do szkoły wchodzi też Blanka pojechałam do domu po aparat...
*** Kilka godzin później. Mecz Krystiana ***
Mecz no jak to mecze piłki ręcznej... Spokojnie nie było, ale drużyna Krystiego wygrała 48 : 43.
Młody cieszył się niesamowicie, no ale nie dziwię się mu, bo w końcu zdobyli drużyną Mistrzostwo Polski w piłce ręcznej chłopców 15-18.
- Brawo synek!!- krzyknęłam, ściskając go z całej siły
*** W tym samym czasie. Spodek ***
- Jenyyy- jęknęła podekscytowana Blanka, rozglądając się po hali- Jak tu jest super
- Nooo..- przytaknęła jej nieco znudzona przyjaciółka- A poczekaj aż poznasz mojego brata- pisnęła
- Poznam go?!- jeszcze bardziej się zachwyciła, a jej przyjaciółka kiwnęła na potwierdzenie- Iga kocham cię normalnie!
- Nie drzyj się tak- zgromiła Blankę wzrokiem
- Sorki- pisnęła przerażona Blan
Zeszły do sektora dla rodzin i czekały aż rozpocznie się mecz. Asseco Resovia prowadziła 2 : 1.
Gdy rozpoczął się czwarty set, Blanka powiedziała przyjaciółce na ucho:
- Iga, ten koleś w pasiastej bluzie z numerem 16, dwa rzędy nad nami cały czas się na mnie patrzy
- No i co?- zapytała zirytowana
- No fajny jest- zarumieniła się lekko Blanka
Ignaczakowa bez żadnego skrępowania odwróciła się w stronę tego chłopaka, roześmiała się i pomachała do niego by przyszedł do nich. Blanka szybko zapuściła tak zwanego 'buraka' i odwróciła się szybko w stronę parkietu.
Iga chwilę rozmawiała z tym chłopakiem, a on podszedł do Blanki i usiadł obok niej.
- Hej jestem Sebastian \Ignaczak- wyciągnął do niej rękę z wielkim uśmiechem na twarzy, a ona się zawstydziła i zdziwiła jednocześnie
- Cześć. Miło mi. Ja jestem Blanka Kubiak- uśmiechnęła się lekko i z zaciekawieniem zapytała- Ile masz lat?
- Dwadzieścia cztery, a ty ile?- spojrzał jej głęboko w oczy
- Ja tylko szesnaście- spuściła głowę, a on delikatnie złapał ją za szyję by spojrzała mu w oczy
- A czy to ważne- ucałował jej zrumieniony policzek
- No trochę ważne. Ty jesteś już pełnoletni, a ja? A ja jestem jeszcze dzieciakiem- prychnęła trochę smutna
- Jakim dzieciakiem? Jakim dzieciakiem?- wstał i kucnął przed nią- Nie jesteś dzieciakiem. Jeszcze tylko dwa lata i będziesz pełnoletnia- uśmiechnął się zniewalająco
- Hahaha... A tak właściwie to czemu mi się tak przyglądałeś?- próbowała strącić jego rękę z szyi, ale on przełożył ją na policzek
- Bo pierwszy raz widzę taką ładną dziewczynę- wstał, nachylił się nad nią i szepnął na ucho- Chyba się zakochałem
*** Cztery lata później ***
Blanka i Sebastian od meczu, na którym się poznali, zaczęli się spotykać. Najpierw jako kumple, później przyjaciele, a teraz wylądowali na ślubnym kobiercu.
Matt też już jest po ślubie. Jego wybranką serca jest Sandra- modelka z Częstochowy.
Został nam tylko Krystianek.. Gdyby wiedział, że tak o nim powiedziałam nie byłby zadowolony, no ale cóż poradzę, że to jest taki mój mały synuś. Nie ważne, że ma 19 lat, on cały czas jest moim małym dzieciątkiem, tak jak i 22-letni Mattew oraz 20-letnia Blanka.
Michał stwierdził, że skoro ma już 44 lata, to po co mu więcej pracować, że chce spędzić czas z rodziną.
Kupiliśmy psa, którego wszyscy, wspólnie nazwaliśmy "Niagara".
Wszystko było wspaniale, gdyby nie to, że gdy miałam 46 lat, dowiedziałam się o białaczce. Udało się mnie jakoś wyleczyć... Wszyscy myśleli (włącznie ze mną), że jest po wszystkim.. Lecz nie było..
Po pół roku odkryto u mnie nawrót choroby... Odeszłam.
Pamiętam tylko zapłakaną buzię Miśka.Czerwone oczy Blanki. A nawet płaczącego Matta i Krystiego.
Wielką rozpacz, ból w oczach każdego z nich i ból w moim sercu i ostatnie słowa mojego Misia, wypowiedziane drżącym głosem:
- Czemu to robisz Marika? Czemu nas zostawiasz? Czemu to robisz?- chlipnął- Jest ci tutaj aż tak źle? Pamiętaj, że cię kocham, wszyscy cię kochamy. Pamiętaj, że być może za niedługo będę tam z tobą.. Będziemy nadal szczęśliwi, ale pamiętaj o mnie. Pamiętaj o mojej miłości, proszę...- rozpłakał się na nowo, a ja resztkami sił otarłam je z jego policzka i wyszeptałam:
- Kocham cię i będę pamiętać. Kocham was wszystkich. Nie zapomnijcie o mnie- po moim bladym policzku spłynęła samotna łza, a moje usta ostatni raz poczuły smak warg Michała...
________________________________________________________________
No i koniec!! Nie umiałam pociągnąc tego dłużej więc jest epilog... Ale zapraszam no moje inne blogi
1) http://wezmiloscwreceiprzebij.blogspot.com/
2) http://dzis-jutro-wczoraj-zawsze-siatka.blogspot.com/
Tak wiem, śmierć to oklepany wątek na koniec opowiadania, ale zwyczajnie nie wiedziałam co napisać. :(
A NO I JESZCZE SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA INKI, KTÓRA DAŁA MI WIELE WSKAZÓWEK, RAD ORAZ NAPISAŁA WPROST CO JEJ SIĘ NIE PODOBA W TYM BLOGU.
INKA, MAM TEŻ PEWNĄ PROŚBĘ --> BYŁABYM WDZIĘCZNA GDYBYŚ ZAJRZAŁA NA MOJE DWA BLOGI, WYMIENIONE WYŻEJ I NAPISAŁA CZY COŚ MAM POPRAWIĆ I WGL.
DZIĘKUJĘ INKA :)
POZDRAWIAM, GDZIE FRANCUZ NIE MOŻE, TAM SĘDZIA POMOŻE ^.^
środa, 10 lipca 2013
sobota, 6 lipca 2013
Rozdział trzynasty
Wtuliłam sie w niego, a on objął mnie swoimi wielkimi łapami w talii. Było mi dobrze w jego ramionach, byłam bezpieczna...
-A kiedy zdążymy zorganizować wszystko związane ze ślubem i w ogóle?- zapytałam nagle, sama się sobie dziwiąc
- Zdążymy ze wszystkim, a ślub może w przyszłym miesiącu?- zapytał z nadzieją
- Mi pasi. A czemu tak szybko?- uśmiechnęłam się
- Bo jak najszybciej chcę cię mieć jako żonę- uśmiechnął się zniewalająco...
- Miło- zrobiło mi się cieplej na sercu i wtuliłam się w niego jeszcze bardziej
- Mamuś! Mamuś!- usłyszałam głos Matta
Przecież mieli siedzieć w domu do jasnej anielki!
Oderwałam się od Miśka i odwróciłam w stronę miejsca z którego wołał maluch..
Ujrzałam mojego synka biegnącego z naszą stronę oraz Ashley z wózkiem.
- Ash! Czy ja ci kur.... de mać nie mówiłam, że masz z nimi zostać w domu?!- wrzasnęłam gdy stanęli obok nas
- Mamusiu nie ksyc na ciocie, bo ja chciałem na dwól- Matt pociągnął mnie za bluzkę
- Dobrze synku- kucnęłam i pocałowałam małego w czółko, lecz szybko się wyprostowałam i podeszłam do przyjaciółki- Kurde Ashley przepraszam cię bardzo, ale po prostu, no zdenerwowałam się widząc was tu, a mówiłam żebyście nie wychodzili
- Dobra nie ma sprawy... Przecież wiesz Marika, że się nie gniewam...-uśmiechnęła się serdecznie
*** dwa miesiące później ***
Mój ślub z Michałem miał się odbyć w zeszłym miesiącu, ale nie było terminów wolnych w kościele, więc musieliśmy czekać do września 2013...
Moja mama przyjechała specjalnie tydzień przed ślubem, żeby pomóc w końcowych przygotowaniach osobiście, a nie tak jak wcześniej - przez telefon, ewentualnie przez skype..
Obudziłam się dzisiaj o 10.00 w ramionach Miśka i nie zdziwiło mnie to, że nie jest na treningu, bo trener Anastasi sam go zwolnił, bo wie co to znaczy przygotowania przed ślubem...
Po pół godzinie razem z Michałem jedliśmy jajecznicę, którą zrobiłam gdy po mnie brał prysznic..
- Pyszne było kotku- wstawił talerz do zmywarki, podszedł do mnie i pocałował w usta namiętnie. Zaśmiałam się tylko, a po chwili sama odstawiłam naczynie do urządzenia...
Oboje udaliśmy się do sypialni by się ubrać... Misiek założył na siebie zwykłe jasne jeansy i czarną koszulkę z jaskrawo-żółtym napisem "Nike", a ja w zestaw uszykowany przed śniadaniem.
Po 15 minutach przyjechała po mnie Ashley i pojechałyśmy kupić dla nas jakieś rzeczy na ślub...
Buszowałyśmy po galerii kilka godzin i w końcu wybrałyśmy dla mnie suknię i szpilki, a dla niej sukienkę i także szpilki.Bo w końcu musiała się jakoś prezentować jako moja świadkowa.
*** dzień ślubu ***
Obudziło mnie pukani do drzwi, więc powoli i z niechęcią zwlokłam się z łóżka. Wychodząc z pokoju luknęłam na zegarek, który wskazał godzinę 8.30...
Kurde! Zaspałam! No trudno, damy radę...
Za drzwiami wejściowymi stała wkurzona Ashley... Gdyby jeszcze para jej z uszu leciała to...Dobra do konkretów
- Długo tu czekasz?- wymamrotałam zaspana
- A no zauważ, że długo. Dziewczyno jak mogłaś zaspać?!- zbulwersowała się- To dzień twojego ślubu a ty co?- spojrzałam na nią dziwnie- No co się tak patrzysz? Do środka włazimy i się ubieramy, a nie.. Ja tu nawijam, a ty sobie śpisz na stojąco
Zaśmiałam się, a ona wzięła moją rękę i pociągnęła do sypialni. Zdziwiła się gdy obeszła całe mieszkanie i nie spotkała Kubiego.
- A gdzie Michała zgubiłaś?- zapytała wchodząc do pokoju
- Nocował u Kosoka, bo jego też trener zwolnił, bo będzie drużbą Miśka
Ona tylko odburknęła jakieś coś ,czego nie zrozumiałam za grosz.
Chwyciłam bieliznę z szafki i ręcznik i popędziłam wziąć prysznic. Po 20 minutach byłam już świeża i pachnąca, więc popędziłam do sypialni, w której Ash rozłożyła swoją sukienkę jak jej kazałam i najpotrzebniejsze kosmetyki. Założyłam najpierw szpilki, żeby potem nie było kłopotów, a później z pomocą mojej przyjaciółki wbiłam się w suknię. Podkręciła mi włosy oraz wpięła welon i umalowała.
Wyglądałam jak jakaś laleczka, nie mogłam wyjść z podziwu, że wyglądam tak ładnie.
Później ja najpierw uczesałam Ashley a później wbiła się w swoją sukienkę i szpilki i ją pomalowałam.
Akurat skończyłyśmy zakładać biżuterię i do mieszkania wparował tata Michała, który ma nas zawieść i poprowadzić mnie do ołtarza.
Zabrałyśmy wszystko co potrzebne, czyli chyba nic :)
Schodziliśmy powoli po schodach, by nie pobrudzić mojej sukni Ashley podniosła ją delikatnie.
Wychodząc z budynku uderzyła mnie ciepła fala wrześniowego powietrza, niebo było prawie bez chmurne i było na prawdę gorąco jak na wrzesień i godzinę 11.50.
Mój przyszły teść i przyjaciółka ledwo wepchnęli mnie do samochodu przez co cały czas się śmiałam.
Stojąc już obok pana Jarka, przed kościołem, gdy za chwilę mieliśmy wchodzić do środka, dopadły mnie wątpliwości i niebywały strach... Nie mogłam się skupić, bałam się, strasznie się bałam co będzie po ślubie...
Chciałam zostać żoną Michała? ... Pewnie, że tak, ale miałam jednak wątpliwości czy będzie tak samo jak przedtem..
- Chodź- pociągnął mnie za rękę pan Jarek, ale ja ani drgnęłam. Podszedł do mnie i złapał za obie ręce- Wiem, że się boisz, ale będąc już tam, przy kimś kogo kochasz ten strach wyparuje, zamieni się na szczęście..
Nic nie powiedziałam, tylko się uśmiechnęłam. Byłam mu wdzięczna, nawet za takie zwykłe słowa, które usłyszałam z jego ust... Wolnym krokiem weszliśmy i gdy rozbrzmiał Marsz Mendelsona wszyscy się odwrócili i patrzyli na mnie, włącznie z Michałem.
Wyglądał cudnie w garniturze, spojrzeliśmy sobie w oczy i na naszych twarzach zagościły uśmiechy.
Idąc środkiem kościoła w stronę ołtarza dojrzałam Kamila i Ewę, która już płakała.
Stanęłam po chwili na przeciwko Miśka, a później nie kontrolowałam co się ze mną działo... Ocknęłam się dopiero na słowa Michała
- Ja Michał biorę Ciebie Mariko za żonę i ślubuję ci Miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.- uśmiechnął się szeroko, bo udało mu sie powtórzyć bezbłędnie po księdzu
- Ja Marika biorę Ciebie Michale za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość..eee- zapomniałam co było dalej i zapuściłam tak zwanego buraka ze wstydu, ale na szczęście poratowała mnie Ashley, a Michał uśmiechnął się pokrzepiająco- uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Ksiądz potem coś jeszcze gadał, ale nie słuchałam, bo zatonęłam w oczach Michała. Nim się spostrzegłam już mieliśmy ofiarować sobie obrączki, które Kosa oczywiście zapodział i musiał lecieć szybciutko do samochodu... Same wpadki :) Przyszedł po chwili i mogliśmy już zacząć tą część
- Mariko przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego- założył mi obrączkę na palec, i po chwili ja trzymając drugą mówiłam:
- Michale przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i .. eemm Ducha Świętego- kolejna wpadka i kolejny zapuszczony burak w moim wykonaniu. Włożyłam obrączkę Michałowi.
- Możesz pocałować pannę młodą- powiedział ksiądz do Miśka. Ten nachylił się nade mną i wymruczał:
- Pani Kubiak, mogę?- nie odpowiedziałam, tylko oplotłam ręce na jego szyi i przyciągnęłam do siebie by złączyć nasze usta... Rozległy się głośne brawa i powoli ruszyliśmy do wyjścia.
Gdy tylko przekroczyliśmy próg zostaliśmy obsypani ryżem, grosikami i płatkami róż.
Wyzbieraliśmy pieniądze i po chwili wsiedliśmy do skromnie ozdobionego samochodu pana Jarka, a właściwie to teraz taty Jarka, który odtransportował nas na wielki przystrojony ogród, w którym odbyć miało się wesele.
___________________________________________________________________
Taki trochę długi wyszedł ten rozdział, ale to chyba dobrze no nie?? Mam nadzieję, że tak
Tak się trochę dziwnie czułam jak pisałam ten rozdział, bo zaczęłam pisać o 15.00 wczoraj a skończyłam o 23.30 (z przerwą na mecz, rzecz jasna), dzisiaj zaczęłam o 8.30 i skończyłam o 14.00. - MASAKRA
Nie wiedziałam co mam napisać. Męczyłam się z tym rozdziałem jak nigdy.
Następny rozdział to będzie chyba epilog i będzie długi bardzo. Zacznę pisać go dzisiaj wieczorem, a jutro przed meczem albo po jutrze powinien się pojawic :)
-A kiedy zdążymy zorganizować wszystko związane ze ślubem i w ogóle?- zapytałam nagle, sama się sobie dziwiąc
- Zdążymy ze wszystkim, a ślub może w przyszłym miesiącu?- zapytał z nadzieją
- Mi pasi. A czemu tak szybko?- uśmiechnęłam się
- Bo jak najszybciej chcę cię mieć jako żonę- uśmiechnął się zniewalająco...
- Miło- zrobiło mi się cieplej na sercu i wtuliłam się w niego jeszcze bardziej
- Mamuś! Mamuś!- usłyszałam głos Matta
Przecież mieli siedzieć w domu do jasnej anielki!
Oderwałam się od Miśka i odwróciłam w stronę miejsca z którego wołał maluch..
Ujrzałam mojego synka biegnącego z naszą stronę oraz Ashley z wózkiem.
- Ash! Czy ja ci kur.... de mać nie mówiłam, że masz z nimi zostać w domu?!- wrzasnęłam gdy stanęli obok nas
- Mamusiu nie ksyc na ciocie, bo ja chciałem na dwól- Matt pociągnął mnie za bluzkę
- Dobrze synku- kucnęłam i pocałowałam małego w czółko, lecz szybko się wyprostowałam i podeszłam do przyjaciółki- Kurde Ashley przepraszam cię bardzo, ale po prostu, no zdenerwowałam się widząc was tu, a mówiłam żebyście nie wychodzili
- Dobra nie ma sprawy... Przecież wiesz Marika, że się nie gniewam...-uśmiechnęła się serdecznie
*** dwa miesiące później ***
Mój ślub z Michałem miał się odbyć w zeszłym miesiącu, ale nie było terminów wolnych w kościele, więc musieliśmy czekać do września 2013...
Moja mama przyjechała specjalnie tydzień przed ślubem, żeby pomóc w końcowych przygotowaniach osobiście, a nie tak jak wcześniej - przez telefon, ewentualnie przez skype..
Obudziłam się dzisiaj o 10.00 w ramionach Miśka i nie zdziwiło mnie to, że nie jest na treningu, bo trener Anastasi sam go zwolnił, bo wie co to znaczy przygotowania przed ślubem...
Po pół godzinie razem z Michałem jedliśmy jajecznicę, którą zrobiłam gdy po mnie brał prysznic..
- Pyszne było kotku- wstawił talerz do zmywarki, podszedł do mnie i pocałował w usta namiętnie. Zaśmiałam się tylko, a po chwili sama odstawiłam naczynie do urządzenia...
Oboje udaliśmy się do sypialni by się ubrać... Misiek założył na siebie zwykłe jasne jeansy i czarną koszulkę z jaskrawo-żółtym napisem "Nike", a ja w zestaw uszykowany przed śniadaniem.
Po 15 minutach przyjechała po mnie Ashley i pojechałyśmy kupić dla nas jakieś rzeczy na ślub...
Buszowałyśmy po galerii kilka godzin i w końcu wybrałyśmy dla mnie suknię i szpilki, a dla niej sukienkę i także szpilki.Bo w końcu musiała się jakoś prezentować jako moja świadkowa.
*** dzień ślubu ***
Obudziło mnie pukani do drzwi, więc powoli i z niechęcią zwlokłam się z łóżka. Wychodząc z pokoju luknęłam na zegarek, który wskazał godzinę 8.30...
Kurde! Zaspałam! No trudno, damy radę...
Za drzwiami wejściowymi stała wkurzona Ashley... Gdyby jeszcze para jej z uszu leciała to...Dobra do konkretów
- Długo tu czekasz?- wymamrotałam zaspana
- A no zauważ, że długo. Dziewczyno jak mogłaś zaspać?!- zbulwersowała się- To dzień twojego ślubu a ty co?- spojrzałam na nią dziwnie- No co się tak patrzysz? Do środka włazimy i się ubieramy, a nie.. Ja tu nawijam, a ty sobie śpisz na stojąco
Zaśmiałam się, a ona wzięła moją rękę i pociągnęła do sypialni. Zdziwiła się gdy obeszła całe mieszkanie i nie spotkała Kubiego.
- A gdzie Michała zgubiłaś?- zapytała wchodząc do pokoju
- Nocował u Kosoka, bo jego też trener zwolnił, bo będzie drużbą Miśka
Ona tylko odburknęła jakieś coś ,czego nie zrozumiałam za grosz.
Chwyciłam bieliznę z szafki i ręcznik i popędziłam wziąć prysznic. Po 20 minutach byłam już świeża i pachnąca, więc popędziłam do sypialni, w której Ash rozłożyła swoją sukienkę jak jej kazałam i najpotrzebniejsze kosmetyki. Założyłam najpierw szpilki, żeby potem nie było kłopotów, a później z pomocą mojej przyjaciółki wbiłam się w suknię. Podkręciła mi włosy oraz wpięła welon i umalowała.
Wyglądałam jak jakaś laleczka, nie mogłam wyjść z podziwu, że wyglądam tak ładnie.
Później ja najpierw uczesałam Ashley a później wbiła się w swoją sukienkę i szpilki i ją pomalowałam.
Akurat skończyłyśmy zakładać biżuterię i do mieszkania wparował tata Michała, który ma nas zawieść i poprowadzić mnie do ołtarza.
Zabrałyśmy wszystko co potrzebne, czyli chyba nic :)
Schodziliśmy powoli po schodach, by nie pobrudzić mojej sukni Ashley podniosła ją delikatnie.
Wychodząc z budynku uderzyła mnie ciepła fala wrześniowego powietrza, niebo było prawie bez chmurne i było na prawdę gorąco jak na wrzesień i godzinę 11.50.
Mój przyszły teść i przyjaciółka ledwo wepchnęli mnie do samochodu przez co cały czas się śmiałam.
Stojąc już obok pana Jarka, przed kościołem, gdy za chwilę mieliśmy wchodzić do środka, dopadły mnie wątpliwości i niebywały strach... Nie mogłam się skupić, bałam się, strasznie się bałam co będzie po ślubie...
Chciałam zostać żoną Michała? ... Pewnie, że tak, ale miałam jednak wątpliwości czy będzie tak samo jak przedtem..
- Chodź- pociągnął mnie za rękę pan Jarek, ale ja ani drgnęłam. Podszedł do mnie i złapał za obie ręce- Wiem, że się boisz, ale będąc już tam, przy kimś kogo kochasz ten strach wyparuje, zamieni się na szczęście..
Nic nie powiedziałam, tylko się uśmiechnęłam. Byłam mu wdzięczna, nawet za takie zwykłe słowa, które usłyszałam z jego ust... Wolnym krokiem weszliśmy i gdy rozbrzmiał Marsz Mendelsona wszyscy się odwrócili i patrzyli na mnie, włącznie z Michałem.
Wyglądał cudnie w garniturze, spojrzeliśmy sobie w oczy i na naszych twarzach zagościły uśmiechy.
Idąc środkiem kościoła w stronę ołtarza dojrzałam Kamila i Ewę, która już płakała.
Stanęłam po chwili na przeciwko Miśka, a później nie kontrolowałam co się ze mną działo... Ocknęłam się dopiero na słowa Michała
- Ja Michał biorę Ciebie Mariko za żonę i ślubuję ci Miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.- uśmiechnął się szeroko, bo udało mu sie powtórzyć bezbłędnie po księdzu
- Ja Marika biorę Ciebie Michale za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość..eee- zapomniałam co było dalej i zapuściłam tak zwanego buraka ze wstydu, ale na szczęście poratowała mnie Ashley, a Michał uśmiechnął się pokrzepiająco- uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Ksiądz potem coś jeszcze gadał, ale nie słuchałam, bo zatonęłam w oczach Michała. Nim się spostrzegłam już mieliśmy ofiarować sobie obrączki, które Kosa oczywiście zapodział i musiał lecieć szybciutko do samochodu... Same wpadki :) Przyszedł po chwili i mogliśmy już zacząć tą część
- Mariko przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego- założył mi obrączkę na palec, i po chwili ja trzymając drugą mówiłam:
- Michale przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i .. eemm Ducha Świętego- kolejna wpadka i kolejny zapuszczony burak w moim wykonaniu. Włożyłam obrączkę Michałowi.
- Możesz pocałować pannę młodą- powiedział ksiądz do Miśka. Ten nachylił się nade mną i wymruczał:
- Pani Kubiak, mogę?- nie odpowiedziałam, tylko oplotłam ręce na jego szyi i przyciągnęłam do siebie by złączyć nasze usta... Rozległy się głośne brawa i powoli ruszyliśmy do wyjścia.
Gdy tylko przekroczyliśmy próg zostaliśmy obsypani ryżem, grosikami i płatkami róż.
Wyzbieraliśmy pieniądze i po chwili wsiedliśmy do skromnie ozdobionego samochodu pana Jarka, a właściwie to teraz taty Jarka, który odtransportował nas na wielki przystrojony ogród, w którym odbyć miało się wesele.
___________________________________________________________________
Taki trochę długi wyszedł ten rozdział, ale to chyba dobrze no nie?? Mam nadzieję, że tak
Tak się trochę dziwnie czułam jak pisałam ten rozdział, bo zaczęłam pisać o 15.00 wczoraj a skończyłam o 23.30 (z przerwą na mecz, rzecz jasna), dzisiaj zaczęłam o 8.30 i skończyłam o 14.00. - MASAKRA
Nie wiedziałam co mam napisać. Męczyłam się z tym rozdziałem jak nigdy.
Następny rozdział to będzie chyba epilog i będzie długi bardzo. Zacznę pisać go dzisiaj wieczorem, a jutro przed meczem albo po jutrze powinien się pojawic :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)