środa, 10 lipca 2013

Epilog

                           *** 15 lat po ślubie ***

Od ślubu minęło 15 lat. Ja i Michał z każdym dniem jesteśmy coraz bardziej szczęśliwi.
9 miesięcy po ślubie urodziło nam się trzecie dziecko- zdrowy chłopiec, którego nazwaliśmy Krystian. Michał oszalał z radości, gdy pierwszy raz wziął go na ręce.
Teraz Matt ma 18 lat i wyrósł na przystojnego chłopaka, który zaraził się miłością do siatkówki od Michała i teraz gra w Jastrzębskim Węglu. 
Blanka ma teraz 16 lat i wyrosła na piękną i rudą dziewuchę. Powiem szczerze, że nie jest jak typowa nastolatka. Nie buntuje się, nie sprawia większych kłopotów. Pomaga mi i Michałowi zawsze, kiedy tylko stwierdzi, że nie damy rady.Ona też uprawia siatkówkę, tylko w żeńskim Jastrzębskim Węglu.
Krystian ma 15 lat i także poszedł w stronę sportu, tylko że on woli kształcić się w stronę piłki ręcznej. Nie zabronimy mu tego, bo przecież to jego wybór.
Michał skończył karierę siatkarza w wieku 38 lat i został trenerem Jastrzębskiego Węgla, a mnie przyjęli jako fotografa do tego samego klubu. 

- Mamooo! Gdzie moje ochraniacze na kolana?!- Matt wydarł się na cały dom 
- Nie wiem!- odkrzyknęłam robiąc Blance i Krystianowi kanapki do szkoły
- Dobra mam!!- wrzasnął po ok. 15 minutach
- Hej kotku- Michał stanął za mną, pocałował w policzek i przytulił się do moich pleców
- Cześć Misiek- odwróciłam się do niego przodem, a on wpił się w moje usta
- Mamo, szybko, bo się spóźnimy do szkoły- tą chwilę przyjemności przerwała nam Blanka. Oderwałam się niechętnie od mojego męża i podałam kanapki z serem i szynką Blance, a z nutellą Krystianowi, który właśnie przyszedł. Złapali jedzenie i popędzili do samochodu, a Michał znowu zaczął mnie całować. 
- Dawno nie mieliśmy chwili dla siebie- mruknął zmysłowo do mojego ucha, a ja tylko kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam.
- Mamo no szybko. Za 10 minut zaczynają się lekcje!- do kuchni wpadła zła Blanka
- No już- uśmiechnęłam się radośnie i podreptałam w stronę wyjścia, łapią jeszcze klucze do volva.
- No szybciej!- krzyknęła
- Ja mam 36 lat, czego ty ode mnie wymagasz...- powiedziałam roześmiana
Młoda nic juz nie powiedziała, tylko wsiadła do samochodu
Będąc już pod szkołą Krysti jak zwykle żegnał się w nietypowy sposób
- Dobra to ja spadam. Albo jeszcze nie... Albo dobra nie ważne- machnął ręką- Chociaż nie. 
- Krystian- spojrzałam na niego z mina typu --__-- - Mówisz czy nie?
- Pamiętasz, że macie dzisiaj z tatą przyjść na mój mecz?- zapytał z obawą w oczach
- Kochanie- potargałam jego włosy- Pewnie, że pamiętam. Przyjdziemy, nie martw się- uśmiechnęłam się serdecznie i ucałowałam w policzek- Leć już, bo się spóźnisz
Pomachał szybko i pobiegł do drzwi szkolnych.
Widzą, że do szkoły wchodzi też Blanka pojechałam do domu po aparat...

                         ***  Kilka godzin później. Mecz Krystiana ***

Mecz no jak to mecze piłki ręcznej... Spokojnie nie było, ale drużyna Krystiego wygrała 48 : 43. 
Młody cieszył się niesamowicie, no ale nie dziwię się mu, bo w końcu zdobyli drużyną Mistrzostwo Polski w piłce ręcznej chłopców 15-18.
- Brawo synek!!- krzyknęłam, ściskając go z całej siły

                     *** W tym samym czasie. Spodek ***

- Jenyyy- jęknęła podekscytowana Blanka, rozglądając się po hali- Jak tu jest super
- Nooo..- przytaknęła jej nieco znudzona przyjaciółka- A poczekaj aż poznasz mojego brata- pisnęła
- Poznam go?!- jeszcze bardziej się zachwyciła, a jej przyjaciółka kiwnęła na potwierdzenie- Iga kocham cię normalnie!
- Nie drzyj się tak- zgromiła Blankę wzrokiem
- Sorki- pisnęła przerażona Blan
Zeszły do sektora dla rodzin i czekały aż rozpocznie się mecz. Asseco Resovia prowadziła 2 : 1.
Gdy rozpoczął się czwarty set, Blanka powiedziała przyjaciółce na ucho:
- Iga, ten koleś w pasiastej bluzie z numerem 16, dwa rzędy nad nami cały czas się na mnie patrzy
- No i co?- zapytała zirytowana
- No fajny jest- zarumieniła się lekko Blanka
Ignaczakowa bez żadnego skrępowania odwróciła się w stronę tego chłopaka, roześmiała się i pomachała do niego by przyszedł do nich. Blanka szybko zapuściła tak zwanego 'buraka' i odwróciła się szybko w stronę parkietu.
Iga chwilę rozmawiała z tym chłopakiem, a on podszedł do Blanki i usiadł obok niej.
- Hej jestem Sebastian \Ignaczak- wyciągnął do niej rękę z wielkim uśmiechem na twarzy, a ona się zawstydziła i zdziwiła jednocześnie
- Cześć. Miło mi. Ja jestem Blanka Kubiak- uśmiechnęła się lekko i z zaciekawieniem zapytała- Ile masz lat?
- Dwadzieścia cztery, a ty ile?- spojrzał jej głęboko w oczy
- Ja tylko szesnaście- spuściła głowę, a on delikatnie złapał ją za szyję by spojrzała mu w oczy
- A czy to ważne- ucałował jej zrumieniony policzek
- No trochę ważne. Ty jesteś już pełnoletni, a ja? A ja jestem jeszcze dzieciakiem- prychnęła trochę smutna
- Jakim dzieciakiem? Jakim dzieciakiem?- wstał i kucnął przed nią- Nie jesteś dzieciakiem. Jeszcze tylko dwa lata i będziesz pełnoletnia- uśmiechnął się zniewalająco
- Hahaha... A tak właściwie to czemu mi się tak przyglądałeś?- próbowała strącić jego rękę z szyi, ale on przełożył ją na policzek
- Bo pierwszy raz widzę taką ładną dziewczynę- wstał, nachylił się nad nią i szepnął na ucho- Chyba się zakochałem
  
                            *** Cztery lata później ***

Blanka i Sebastian od meczu, na którym się poznali,  zaczęli się spotykać. Najpierw jako kumple, później przyjaciele, a teraz wylądowali na ślubnym kobiercu.
Matt też już jest po ślubie. Jego wybranką serca jest Sandra- modelka z Częstochowy.
Został nam tylko Krystianek.. Gdyby wiedział, że tak o nim powiedziałam nie byłby zadowolony, no ale cóż poradzę, że to jest taki mój mały synuś. Nie ważne, że ma 19 lat, on cały czas jest moim małym dzieciątkiem, tak jak i 22-letni Mattew oraz 20-letnia Blanka.
Michał stwierdził, że skoro ma już 44 lata, to po co mu więcej pracować, że chce spędzić czas z rodziną.
Kupiliśmy psa, którego wszyscy, wspólnie nazwaliśmy "Niagara".
Wszystko było wspaniale, gdyby nie to, że gdy miałam 46 lat, dowiedziałam się o białaczce. Udało się mnie jakoś wyleczyć... Wszyscy myśleli (włącznie ze mną), że jest po wszystkim.. Lecz nie było..
Po pół roku odkryto u mnie nawrót choroby... Odeszłam. 
Pamiętam tylko zapłakaną buzię Miśka.Czerwone oczy Blanki. A nawet płaczącego Matta i Krystiego.
Wielką rozpacz, ból w oczach każdego z nich i ból w moim sercu i ostatnie słowa mojego Misia, wypowiedziane drżącym głosem:
-  Czemu to robisz Marika? Czemu nas zostawiasz? Czemu to robisz?- chlipnął- Jest ci tutaj aż tak źle? Pamiętaj, że cię kocham, wszyscy cię kochamy. Pamiętaj, że być może za niedługo będę tam z tobą.. Będziemy nadal szczęśliwi, ale pamiętaj o mnie. Pamiętaj o mojej miłości, proszę...- rozpłakał się na nowo, a ja resztkami sił otarłam je z jego policzka i wyszeptałam:
- Kocham cię i będę pamiętać. Kocham was wszystkich. Nie zapomnijcie o mnie- po moim bladym policzku spłynęła samotna łza, a moje usta ostatni raz poczuły smak warg Michała...


________________________________________________________________
No i koniec!! Nie umiałam pociągnąc tego dłużej więc jest epilog...  Ale zapraszam no moje inne blogi 
1) http://wezmiloscwreceiprzebij.blogspot.com/
2) http://dzis-jutro-wczoraj-zawsze-siatka.blogspot.com/
Tak wiem, śmierć to oklepany wątek na koniec opowiadania, ale zwyczajnie nie wiedziałam co napisać. :(

A NO I JESZCZE SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA INKI, KTÓRA DAŁA MI WIELE WSKAZÓWEK, RAD ORAZ NAPISAŁA WPROST CO JEJ SIĘ NIE PODOBA W TYM BLOGU. 
INKA, MAM TEŻ PEWNĄ PROŚBĘ --> BYŁABYM WDZIĘCZNA GDYBYŚ  ZAJRZAŁA NA MOJE DWA BLOGI, WYMIENIONE WYŻEJ I NAPISAŁA CZY COŚ MAM POPRAWIĆ I WGL.
DZIĘKUJĘ INKA :)

  POZDRAWIAM, GDZIE FRANCUZ NIE MOŻE, TAM SĘDZIA POMOŻE ^.^







 

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział trzynasty

Wtuliłam sie w niego, a on objął mnie swoimi wielkimi łapami w talii. Było mi dobrze w jego ramionach, byłam bezpieczna...
-A kiedy zdążymy zorganizować wszystko związane ze ślubem i w ogóle?- zapytałam nagle, sama się sobie dziwiąc
- Zdążymy ze wszystkim, a ślub może w przyszłym miesiącu?- zapytał z nadzieją
- Mi pasi. A czemu tak szybko?- uśmiechnęłam się
- Bo jak najszybciej chcę cię mieć jako żonę- uśmiechnął się zniewalająco...
- Miło- zrobiło mi się cieplej na sercu i wtuliłam się w niego jeszcze bardziej
- Mamuś! Mamuś!- usłyszałam głos Matta
                  Przecież mieli siedzieć w domu do jasnej anielki!
Oderwałam się od Miśka i odwróciłam w stronę miejsca z którego wołał maluch..
Ujrzałam mojego synka biegnącego z naszą stronę oraz Ashley z wózkiem.
- Ash! Czy ja ci kur.... de mać nie mówiłam, że masz z nimi zostać w domu?!- wrzasnęłam gdy stanęli obok nas
- Mamusiu nie ksyc na ciocie, bo ja chciałem na dwól- Matt pociągnął mnie za bluzkę
- Dobrze synku- kucnęłam i pocałowałam małego w czółko, lecz szybko się wyprostowałam i podeszłam do przyjaciółki- Kurde Ashley przepraszam cię bardzo, ale po prostu, no zdenerwowałam się widząc was tu, a mówiłam żebyście nie wychodzili
- Dobra nie ma sprawy... Przecież wiesz Marika, że się nie gniewam...-uśmiechnęła się serdecznie

                     *** dwa miesiące później ***

Mój ślub z Michałem miał się odbyć w zeszłym miesiącu, ale nie było terminów wolnych w kościele, więc musieliśmy czekać do września 2013...
Moja mama przyjechała specjalnie tydzień przed ślubem, żeby pomóc w końcowych przygotowaniach osobiście, a nie tak jak wcześniej - przez telefon, ewentualnie przez skype..
Obudziłam się dzisiaj o 10.00 w ramionach Miśka i nie zdziwiło mnie to, że nie jest na treningu, bo trener Anastasi sam go zwolnił, bo wie co to znaczy przygotowania przed ślubem... 
Po pół godzinie razem z Michałem jedliśmy jajecznicę, którą zrobiłam gdy po mnie brał prysznic..
- Pyszne było kotku- wstawił talerz do zmywarki, podszedł do mnie i pocałował w usta namiętnie. Zaśmiałam się tylko, a po chwili sama odstawiłam naczynie do urządzenia...
Oboje udaliśmy się do sypialni by się ubrać... Misiek założył na siebie zwykłe jasne jeansy i czarną koszulkę z jaskrawo-żółtym napisem "Nike", a ja w zestaw uszykowany przed śniadaniem.
Po 15 minutach przyjechała po mnie Ashley i pojechałyśmy kupić dla nas jakieś rzeczy na ślub...
Buszowałyśmy po galerii kilka godzin i w końcu wybrałyśmy dla mnie suknię i szpilki, a dla niej sukienkę i także szpilki.Bo w końcu musiała się jakoś prezentować jako moja świadkowa.

                        *** dzień ślubu ***

Obudziło mnie pukani do drzwi, więc powoli i z niechęcią zwlokłam się z łóżka. Wychodząc z pokoju luknęłam na zegarek, który wskazał godzinę 8.30...
                      Kurde! Zaspałam! No trudno, damy radę...
Za drzwiami wejściowymi stała wkurzona Ashley... Gdyby jeszcze para jej z uszu leciała to...Dobra do konkretów
- Długo tu czekasz?- wymamrotałam zaspana
- A no zauważ, że długo. Dziewczyno jak mogłaś zaspać?!- zbulwersowała się- To dzień twojego ślubu a ty co?- spojrzałam na nią dziwnie- No co się tak patrzysz? Do środka włazimy i się ubieramy, a nie.. Ja tu nawijam, a ty sobie śpisz na stojąco
Zaśmiałam się, a ona wzięła moją rękę i pociągnęła do sypialni. Zdziwiła się gdy obeszła całe mieszkanie i nie spotkała Kubiego.
- A gdzie Michała zgubiłaś?- zapytała wchodząc do pokoju
- Nocował u Kosoka, bo jego też trener zwolnił, bo będzie drużbą Miśka
Ona tylko odburknęła jakieś coś ,czego nie zrozumiałam za grosz.
 Chwyciłam bieliznę z szafki i ręcznik i popędziłam wziąć prysznic. Po 20 minutach byłam już świeża i pachnąca, więc popędziłam do sypialni, w której Ash rozłożyła swoją sukienkę jak jej kazałam i najpotrzebniejsze kosmetyki. Założyłam najpierw szpilki, żeby potem nie było kłopotów, a później z pomocą mojej przyjaciółki wbiłam się w suknię. Podkręciła mi włosy oraz wpięła welon i umalowała.
 Wyglądałam jak jakaś laleczka, nie mogłam wyjść z podziwu, że wyglądam tak ładnie. 
Później ja najpierw uczesałam Ashley a później wbiła się w swoją sukienkę i szpilki i ją pomalowałam.
Akurat skończyłyśmy zakładać biżuterię i do mieszkania wparował tata Michała, który ma nas zawieść i poprowadzić mnie do ołtarza.
Zabrałyśmy wszystko co potrzebne, czyli chyba nic :) 
Schodziliśmy powoli po schodach, by nie pobrudzić mojej sukni Ashley podniosła ją delikatnie.
Wychodząc z budynku uderzyła mnie ciepła fala wrześniowego powietrza, niebo było prawie bez chmurne i było na prawdę gorąco jak na wrzesień i godzinę 11.50.
Mój przyszły teść i przyjaciółka ledwo wepchnęli mnie do samochodu przez co cały czas się śmiałam. 
Stojąc już obok pana Jarka, przed kościołem, gdy za chwilę mieliśmy wchodzić do środka, dopadły mnie wątpliwości i niebywały strach... Nie mogłam się skupić, bałam się, strasznie się bałam co będzie po ślubie...
Chciałam zostać żoną Michała? ... Pewnie, że tak, ale miałam jednak wątpliwości czy będzie tak samo jak przedtem..
- Chodź- pociągnął mnie za rękę pan Jarek, ale ja ani drgnęłam. Podszedł do mnie i złapał za obie ręce- Wiem, że się boisz, ale będąc już tam, przy kimś kogo kochasz ten strach wyparuje, zamieni się na szczęście..
Nic nie powiedziałam, tylko się uśmiechnęłam. Byłam mu wdzięczna, nawet za takie zwykłe słowa, które usłyszałam z jego ust... Wolnym krokiem weszliśmy i gdy rozbrzmiał Marsz Mendelsona wszyscy się odwrócili i patrzyli na mnie, włącznie z Michałem.
Wyglądał cudnie w garniturze, spojrzeliśmy sobie w oczy i na naszych twarzach zagościły uśmiechy.
Idąc środkiem kościoła w stronę ołtarza dojrzałam Kamila i Ewę, która już płakała.
Stanęłam po chwili na przeciwko Miśka, a później nie kontrolowałam co się ze mną działo... Ocknęłam się dopiero na słowa Michała
- Ja Michał biorę Ciebie Mariko za żonę i ślubuję ci Miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.- uśmiechnął się szeroko, bo udało mu sie powtórzyć bezbłędnie po księdzu
- Ja Marika biorę Ciebie Michale za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość..eee- zapomniałam co było dalej i zapuściłam tak zwanego buraka ze wstydu, ale na szczęście poratowała mnie Ashley, a Michał uśmiechnął się pokrzepiająco- uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Ksiądz potem coś jeszcze gadał, ale nie słuchałam, bo zatonęłam w oczach Michała. Nim się spostrzegłam już mieliśmy ofiarować sobie obrączki, które Kosa oczywiście zapodział i musiał lecieć szybciutko do samochodu... Same wpadki :) Przyszedł po chwili i mogliśmy już zacząć tą część
-  Mariko przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego- założył mi obrączkę na palec, i po chwili ja trzymając drugą mówiłam:
- Michale przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i .. eemm Ducha Świętego- kolejna wpadka i kolejny zapuszczony burak w moim wykonaniu. Włożyłam obrączkę Michałowi.
- Możesz pocałować pannę młodą- powiedział ksiądz do Miśka. Ten nachylił się nade mną i wymruczał:
- Pani Kubiak, mogę?- nie odpowiedziałam, tylko oplotłam ręce na jego szyi i przyciągnęłam do siebie by złączyć nasze usta... Rozległy się głośne brawa i powoli ruszyliśmy do wyjścia.
Gdy tylko przekroczyliśmy próg zostaliśmy obsypani ryżem, grosikami i płatkami róż.
Wyzbieraliśmy pieniądze i po chwili wsiedliśmy do skromnie ozdobionego samochodu pana Jarka, a właściwie to teraz taty Jarka, który odtransportował nas na wielki przystrojony ogród, w którym odbyć miało się wesele.

___________________________________________________________________
Taki trochę długi wyszedł ten rozdział, ale to chyba dobrze no nie?? Mam nadzieję, że tak
Tak się trochę dziwnie czułam jak pisałam ten rozdział, bo zaczęłam pisać o 15.00 wczoraj a skończyłam o 23.30 (z przerwą na mecz, rzecz jasna), dzisiaj zaczęłam o 8.30 i skończyłam o 14.00. - MASAKRA
Nie wiedziałam co mam napisać. Męczyłam się z tym rozdziałem jak nigdy.
Następny rozdział to będzie chyba epilog i będzie długi bardzo. Zacznę pisać go dzisiaj wieczorem, a jutro przed meczem albo po jutrze powinien się pojawic :) 

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział dwunasty

- Kocham Cię i chcę zostać twoją żoną- podeszłam do niego, stanęłam na palcach i pocałowałam, co odwzajemnił... 
Co poczułam gdy się oświadczał? Może szczęście... Szczęście też, ale to był raczej strach.. Strach przed tym, że kiedyś dojdzie do rozwodu, że zaczniemy się częściej kłócić... Ale kocham go i mimo tego małego strachu, malutkiej części mnie, która mówiła "nie rób tego, nie zgadzaj się, nie będziesz potem cierpieć jeśli odmówisz" zgodziłam się...
- O czym tak myślisz?- zapytał Michał
- O niczym- odpowiedziałam krótko, okłamując go

                             *** miesiąc później***

Nasze relacje ochłodziły się, już nie zachowujemy się jak nastolatki zakochani po uszy, przynajmniej nie ja. 
Michał też zauważył, że nie jest tak jak wcześniej, próbował robić wszystko żeby tamto wróciło...
Zaczęliśmy się kłócić, z tego powodu, że jesteśmy narzeczonymi, ale nie ma między nami tego ciepła...
Kłótnie zdarzały się częściej, co niestety doprowadziło do tego, że gdy Michał był na treningu, ja zabrałam swoje rzeczy, dzieci i pojechałam do Kamila i Ewy.
Zajechałam pod dom cała zapłakana, roztrzęsiona... Moje serce mówiło co inengo niż rozum i nie mogłam zdecydować czy wysiąść z samochodu.
Siedząc tak nie zauważyłam, że przed dom wyszłam Ewa i mój brat.
Teraz nie było odwrotu skoro widzą, że już tu jestem. Wysiadłam z auta i od razu wtuliłam się w Ewę.
- Wejdziemy to pogadamy- szepnęła mi na ucho, ale zaraz wydarła się do Kamila- Weź dzieci do salonu i walizkę Mariki, a my idziemy pogadać!
- Tak jest szefowo- mruknął
Gdy tylko weszłyśmy do ich sypialni znów wtuliłam się w moją bratową i płakałam jak małe dziecko. Było mi źle, chciałam żeby ON tu był, przytulił mnie, żeby było jak dawniej... Gdy jestem daleko chcę żeby było jak kiedyś, a przy nim coś mnie blokuje...
- Chcesz się wygadać?- przerwała ciszę moja bratowa
- Yhym- pociągnęłam nosem
- To w takim razie słucham- usiadłyśmy na łóżku
- Miesiąc temu Michał mi się oświadczył, bałam się małżeństwa, ale go kochałam więc się zgodziłam. Nadal go kocham... Od tamtego czasu zaczęło się psuć, zaczęliśmy się kłócić, że ja nie jestem już taka jak kiedyś, że nie okazuję uczuć co do niego... Był na treningu, więc spakowałam się, wzięłam dzieci i przyjechałam do was...
- Mogłaś mu wytłumaczyć, że się boisz, a nie kłócić się i na dodatek wyjeżdżać!- podniosła głos, co mnie zdziwiło- Ja też się bałam małżeństwa, ale jesteśmy szczęśliwi jak nigdy w życiu!
- Czemu krzyczysz?- szepnęłam przez łzy
- Bo nie wierzę, że jesteś taka głupia, żeby robić się zimna w stosunku do osoby, która kocha cię nad życie, zrobi dla ciebie wszystko! Wracaj do niego i tłumacz mu czemu taka byłaś- tym razem uspokajała się
Przytuliłam się do niej, nadal płacząc cicho podziękowałam i poszłam po rzeczy oraz dzieci.
Wsadzałam maluchy w foteliki gdy usłyszałam głosik Matta
- Mamusiu, a cy ty płaces pses tatusia?
Uśmiechnęłam się do niego, bo co miałam powiedzieć "tak to przez tatę, bo chce wziąć ze mną ślub"? 
Teraz zdałam sobie sprawę jaką byłam idiotką... Byłam zimną suką, bo on chciał mieć mnie zawsze przy sobie jak żonę... Ja pierdole jaka debilka!! Teraz nie jestem już zła na siebie, teraz jestem po prostu wkurwiona. 
Jadąc szybko do naszego domu Mattew znowu się odezwał
- Bo ja mamusiu słysałem jak się z tatusiem kłócicie. Mam się maltwić?
- Nie kochanie, nie musisz się martwić mój małe mężczyzno- roześmiałam się
Po godzinie byłam już z powrotem w domu i na szczęście nie było Michała.
Zadzwoniłam po Ashley, bo akurat wynajęła mieszkanie dwa bloki od nas, czy mogłaby popilnować dzieci. Oczywiście jak to ona, zgodziła się od razu, za co byłam jej wdzięczna.
Przyszła po 5 minutach, a ja wyleciałam z mieszkania jak torpeda. 
Jechałam najszybciej jak się dało, na halę. Gdy na krzyżówce zapaliło się zielone światło, powoli się rozpędzałam, gdy jakiś baran zajechał mi drogę i obił samochód dość mocno.
Zatrzymałam się w bezpiecznym miejscu tak samo jak i on, wysiadłam z samochodu i zaczęłam się drzeć na tego faceta
- Czy ty baranie nie widziałeś, że masz czerwone!! Powinnam być teraz na hali, a zamiast tego stoję i wrzeszczę na jakiegoś idiotę!! 
- Może się pani uspokoić?- zapytał spokojnie. Znałam ten głos.. To był mój nauczyciel z liceum.. Ale wpadka.. Czułam jak rumienię się ze złości na siebie...
- Przepraszam pana, panie Flegl. Ale serio miał pan czerwone- spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem.
Ruszyłam do samochodu, chciał coś powiedzieć, ale rzuciłam tylko:
- Spieszę się. Nara!
Po 5 minutach byłam już pod halą i czekałam na NIEGO. Byłam zdenerwowana, nie wiedziałam czy on też nie pomyśli, że jestem głupia, bo się bałam.
W końcu z hali zaczęli wychodzić siatkarze.. Każdy tylko nie on -_- więc z niecierpliwością kręciłam się na siedzeniu w aucie.
Wyszedł w końcu, widać, że jest smutny.
Wysiadłam pospiesznie i szybkim krokiem podeszłam do niego.
Odwróciłam go do siebie i wspinając się na palce wpiłam w jego usta.
Oddawał każdy pocałunek i gdy zrobiliśmy przerwę na złapanie oddechu wyszeptałam:
- Przepraszam
- Za co? Za te kłótnie czy za to, że robiłaś wrażenie jakbyś mnie nie kochała?
Jego słowa zabolały.. Po policzkach popłynęły mi łzy
- Za wszystko. Ja się bałam małżeństwa. Boję się, że kiedyś dojdzie do rozwodu
- Przestań! Nigdy nie dojdzie do rozwodu. Kocham cię, jesteś cały moim życiem i nigdy bym cię nie zostawił
Wtuliłam sie w niego, a on objął mnie swoimi wielkimi łapami w talii. Było mi dobrze w jego ramionach, by łam bezpieczna...

____________________________________________________________________
Nie wiem czy jest trochę więcej uczuć opisanych i czy ktoś czuje po części to co bohater.. Ale historia Mariki robi się dla mnie za trudna i myślałam czy by jej nie zakończyć w następnym długim rozdziale...  :\

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział jedenasty

Ignaczak cały dzień obdarowywał mnie spojrzeniem, które gdyby mogło zabijać, już dawno leżałabym martwa.. Ale no w końcu sam się o to prosił, mógł nie dyskutować..
Dzień minął strasznie szybko: trening, obiad, trening, kolacja i wolne..
Następny dzień dla mnie i dla Michała był straszny...
Budzimy się słysząc dźwięk budzika i wstajemy, przy okazji zaglądając na Blankę... Coś było nie tak, nie spała.. Zobaczyła nas i zaczęła płakać..
Szybko podeszłam do łóżeczka, które tymczasowo zostało wstawione, a za mną Michał...
Wzięłam Małą na ręce, zawsze ją to uspokajało, ale nie tym razem. 
Była gorąca, na pleckach miała wysypkę, policzki mocno zarumienione... 
Razem z Michałem stwierdziliśmy zgodnie, że trzeba pojechać do lekarza...
Pobiegłam szybko pod pokój Andrei do którego brutalnie wtargnęłam:
- Andrea!! Me and Kubiak must go to hospital
- Why?
- Becouse with our baby is wrong
- Ok. Go!
-Thank!
Pospiesznie wyszłam z jego pokoju, ubrałam się i pomalowałam w swoim, wzięłam dziecko od Michała i on tez się szybko uszykował i mogliśmy jechać..
Lekarz po przebadaniu Małej stwierdził, że ma Płonice czyli Szkarlatyne, więc musi zostać w szpitalu przez kilka dni a nawet tygodni... Nie chcieliśmy jechać, ale nas wygonili.
Martwiliśmy sie oboje tak samo bardzo. Siedzieliśmy w tym cholernym szpitalu tak długo, że nie opłacało się wracać na poranny trening, który już trwał, więc poszliśmy a spacer.
- Martwię się o Blancie, ona ma dopiero 4 miesiące- powiedział smutno Misiek
- Ja też się martwię, ale przecież wyleczą ją, Szkarlatyna przechodzi po około dwóch tygodniach...
Ucałował mnie w czoło i mocniej ścisnął moją rękę...
Po kilku godzinach spacerowania postanowiliśmy pojechać z powrotem do ośrodka...
Gdy dojechalismy akurat za 10 minut miał zacząć się trening, więc ruszyliśmy w stronę hali. Michał stwierdził, że dzisiaj nie będzie trenował, bo nie potrafi się teraz skupić.
Weszliśmy na halę, a tam ujrzeliśmy już rozgrzewających się siatkarzy. Usiedliśmy na krzesełkach przy boisku, nadal trzymając się za ręce. 
Zauważyli to inni siatkarze i każdy każdego pytał co się nam stało, że siedzimy jak na szpilkach. W końcu Anastasi zagonił ich do dalszej rozgrzewki, a sam do nas podszedł i wypróbował swój polski
- I jak tam z Blanka?- usiadł obok nas
- No za dobrze, nie jest trenerze- udzielił odpowiedzi Michał, nawet nie wiedziałam że AA rozumie po polsku O.o- Mała ma Szkarlatyne i musiała zostać na około dwa tygodnie w szpitalu
- Współczuję.. I rozumiem jeśli you can't trenować and you can't help me
- Andrea- odezwałam się w końcu- my musimy tylko to wszystko ogarnąć, wystarczy, że będziemy mogli w każdej chwili pojechać do Małej- Michał kiwnął głową, że się ze mną zgadza
 - Nie ma problem. Idźcie do siebie i odpoczywać
Wyszliśmy posłusznie i szliśmy w milczeniu, nie puszczając swoich dłoni..
Weszliśmy do pokoju i położyliśmy się na łóżku
- Ej czy mi się zdaje czy on nas wygonił?- zapytałam 
- Nie zdaje ci się kochanie. Muszę ci coś powiedzieć..
- No co?- spojrzałam na niego z zaciekawieniem 
- Gdy byliśmy w Szwecji, gdy siedziałem z Mattem- przerwałam mu
- A właśnie gdzie Mattew?!
- Spokojnie, Igła nam go zwinął, bo sądzi, że jest najlepszą niańką na świecie- zaśmiał się
- I ty to mówisz tak na luzie?! 
- Spokojnie kochanie- przytulił mnie
- No dobrze.. Uffff- wypuściłam głośno powietrze- No coś mówiłeś o Szwecji
- No więc, jak siedziałem u Matta to przychodziła twoja mama i dużo rozmawialiśmy i doszedłem do wniosku, że chcę być z tobą do końca życia.. Zostaniesz moją żoną?
Całkowicie mnie tym zaskoczył, myślałam, że chodzi mu o coś innego a tu co... Oświadcza się
- Kurde, nie wiem co powiedzieć...- wstałam z łóżka i zaczęłam przechadzać sie po pokoju
- Nie chcesz bym został twoim mężem?- także wstał, a na te słowa spojrzałam na jego zawiedzioną minę
- Nie o to chodzi
- A o co?!
- Kiedy niby zdążylibyśmy zorganizować ślub?
Milczał, nie wiedział co powiedzieć, choć to było proste pytanie
 - Kocham Cię i chcę zostać twoją żoną- podeszłam do niego, stanęłam na palcach i pocałowałam, co odwzajemnił... 

_____________________________________________________________________
Rozdział miał się pojawić zgodnie z terminem, ale musiałam odrobić zaległe treningi = 12 km na rolkach i trening zagrywki.. Ale od teraz rozdziały będą pojawiały się tak ja zapowiedziałam 

czwartek, 13 czerwca 2013

Informacja

Postanowiłam, że nowe rozdziały na tym blogu będą pojawiały się we wtorki, czwartki i soboty....
Fuck yeah!! Wielki egzamin z edukacji dla bezpieczeństwa zdany na 5 ^.^
Zapraszam na całkiem nowego mojego bloga <TU>. Jest już zakładka z bohaterami, a jutro pojawi się prolog
Pozdrawiam, buziaki ;*

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział dziesiąty

Obudziłam się ok. 8.30 i jak się okazało spałam sama. 
                Pewnie Michał jest u Matta. Zaraz to sprawdzę
Weszłam cicho do pokoju i miałam okazję zobaczyć jak tym razem Michał tuli Małego.
Mój staruszek nie spał, tylko przyglądał się Mattowi..
Wyglądali jak tatuś z synkiem... Gdy tak stałam pod ścianą i płakałam nie zauważyłam kiedy obudził się mój Maluch. Podbiegł do mnie i pociągnął za bluzkę, co oznaczało bym się schyliła.
Tak jak chciał, kucnęłam przed nim, a on dał mi całusa w polik.
- Mamusiu.. Nie płac- powiedział, ocierając słone krople z mojej twarzy
- Kochanie... Czemu płaczesz?- zapytał Misiek, gdy wygramolił się z łóżka mojego synka
- Ja.. Bo... Bo kocham was obu do szaleństwa- wzięłam Matta na ręce i przytuliliśmy się do Kubiego- I tak słodko wyglądaliście razem
- Kochaaanie- przeciągął "a"- Będziesz coraz częściej nas tak widywać
Roześmiałam się, włączyłam Małemu bajkę i wyszłam z pokoju ciągnąc za sobą Michała...
Po całym dniu zabawy Kubiak i mój... a przepraszam NASZ syn, bo Kubiak mówi, że Mattew jest mój i jego, nie mieli wcale dość.. 
Po powrocie z parku poszli do mojego pokoju z dzieciństwa, by umyć i przebrać Blankę, więc miałam czas na porozmawianie z moją mama, która pomimo iż była z nami na spacerze nic nie mówiła...
Usiadłam obok niej na kanapie i zapytałam:
- Mamo.. Co się dzieje?
- Nic córeczko, nic takiego- spojrzała mi w oczy, zobaczyłam w nich smutek i ból
- Widzę przecież, że jesteś smutna, Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko- uśmiechnęła się lekko na te słowa i po chwili wtuliła się we mnie i zaczęła głośno płakać
- Bo ty znalazłaś sobie chłopaka, który troszczy się o Ciebie i dzieci, kocha was bardzo...Nie patrz tak, ja swoje wiem, widziałam jak dzisiaj rwał się do prowadzenia wózka Blanki i do zabawy z Mattew. Jak całował Cię i jak przytulał. Wszystko to było wypełnione wielka miłością...
- I dlatego płaczesz? Mamoooo
- Daj skończyć- skarciła mnie- Pewnie za jakiś czas weźmiesz z nim ślub, przeprowadzicie się z bloku do domu.. I w końcu o mnie zapomnisz
- Mamo!- podniosłam głos, lecz szybko się uspokoiłam i przytuliłam moją rodzicielkę- Nawet tak nie mów. Nigdy o tobie nie zapomnę, jasne? A po za tym ty masz przecież narzeczonego i będziesz miała jego, co nie zmienia faktu, że ja też o tobie nie zapomnę. Kocham Cię Mamuś
- Ja ciebie też córciu kocham. Ehh ja już pójdę się umyć i spać. Ty też już idź
Pocałowała mnie w czubek głowy, wstała z kanapy i poszła się do łazienki.

     ***kilka miesięcy później, sezon Reprezentacyjny***

12 czerwca 2013 roku- Spała...
Pojechałam z Michałem i dziećmi do Spały, ponieważ dostałam pracę w sztabie Reprezentacji...
Może wyjaśnię- Kilka miesięcy temu, gdy byliśmy u mojej mamy, w Szwecji, któregoś wieczoru zadzwonił Andrea Anastasi:
Skończyłam rozmawiać z mamą i grzecznie poszłam do pokoju tak jak kazała...
Leżałam z Michałem, Mattem i Blanką na łóżku, gdy zadzwonił mój telefon...
Andrea Anastasi? A po co on?
{ Hello Marika. Can you talk with me now?}
{Hi coach Andrea. Yeah I can.}
{Ołkej. Soo I have suggestion for you}
{What ?}
{I must find a coach's assistent and this means third coach, and I thought of you. So, what?}
{Oh My God... Yes, yes yes of course}
{Really? Thank you very very much. See you in Spala. Bye}
{ See you. Bye}
Nie wierzę!! Andrea pomyślał o mnie, gdy si dowiedzieli, że muszą mieć trzeciego trenera!! To super! Będę mogła się trochę wyżyć na tych leniuchach!!
Od razu powiedziałam Miśkowi o tej rozmowie, on także się ucieszył... 
Dzieci ok. 22.00 usnęły, więc my także się położyliśmy...
Mijały sekundy, minuty, godziny.. A ja nie mogłam spać. Byłam tak podjarana tym wszystkim.
- Marika, czemu nie śpisz?- usłyszałam delikatnie zachrypnięty głos chłopaka
- Nie mogę, bo się strasznie cieszę, że będę waszą trenerką. A ty czemu nie śpisz?
- Ja też się z tego powodu cieszę.. A ja nie śpię, bo myślę...- ucałował moje czoło
- A o czym jeśli można wiedzieć?
- Kochanie może weźmiemy Matta i Blankę do Polski
- A kto się będzie nimi opiekował skoro my będziemy w Spale?- przeniosłam się do pozycji siedzącej
- Weźmiemy je do Spały i my się będziemy opiekować... Chłopcy też na pewno będą chcieli się z nimi bawić- on także usiadł, lecz nie na długo...
Odwróciłam się do niego, położyłam swoją rękę na jego klatce piersiowej i odepchnęłam do tyłu by się położył. Ja najpierw na nim usiadłam, a potem się położyłam. Zaczął mnie całować, na początku delikatnie, lecz potem  łapczywie...
 Przypominając sobie te akcje zaśmiałam się cicho..
Przebrałam się, wzięłam dzieci, wyszłam z pokoju i ruszyłam na halę treningową...
Chłopcy byli jeszcze w szatni, więc na hali byłam tylko ja i dzieciaki...
Po ok. 5 minutach przyszedł trener Anastasi 
- Hi Marika.. Hi kids- pomachał maluchom, a one radośnie odmachały- Marika today you are lead the training, and I take care of you children, ok?
- Yes, sure- uśmiechnęłam się szeroko, wstałam i zostawiłam dzieci pod opieką wujka Andrei
Chłopcy weszli i jak zawsze na początek treningu ustawili sie w rzędzie przed sztabem
- Witam panów!- krzyknęłam, by przerwać jakiekolwiek rozmowy- Dzisiaj wedle życzenia trenera Anastasiego trening poprowadzę ja- uśmiechnęłam się złowrogo, a oni jękneli- Ciszaa!! Na początek 35 kółeczek!!
- Że co?!- oburzył się Igła- Nawet Andrea daje nam mniej! Ja tyle nie biegnę!
- Igła, oj Igła. Ja nie jestem Andrea, więc trening przebiega według moich zasad
- Noż kurwa Marika!! Nie będę biegał 35 kółek!
- Racja Panie Krzysztofie.. Pan i tylko pan pobiegnie 50 kóleczek
- Stary radzę żebyś odpuścił- Guma złapał go za ramię- Będziesz się kłócił dostaniesz jeszcze więcej, proste
- No właśnie.. Słyszeliście Panowie?! To biegniemy! Chyba, że jeszcze któryś ma ochotę robić dodatkowe kółka
Szybko pokiwali głowami i zaczęli rozgrzewkę... Ignaczak cały czas patrzył na mnie jak na całe zło tego świata, ale warto było ^.^ 

___________________________________________________________________
O mój boszszsz.. Masakra. Przepraszam za błędy (jeśli są) w wypowiedziach w języku angielskim
 Zaczęłam pisać ten rozdział o ok. 20.00 a skończyłam o 22.22- zajebiście...
To przez strens.. jutro mam egzamin z edukacji dla bezpieczeństwa, jeśli ktoś go nie zda to zostaje w tej samej klasie na drugi rok :o
Jakies takie beznadziejne to wyszło ehh... 
 

wtorek, 28 maja 2013

Rozdział dziewiąty

Po półtorej godzinie czekaliśmy na lotnisku na swój lot. 
Misiek był tak zapatrzony w Blancie, że praktycznie cały czas trzymał ją na rękach i zabawiał... Rozczulający widok = wielkolud i takie maleństwo
Po wyczerpującym, a jednocześnie miłym locie trwającym ok. 4 godzin wylądowaliśmy na Sztokholmskim lotnisku, potem 15 minut jazdy taksówką i jesteśmy przed moim rodzinnym domem...
Stanęliśmy przed drzwiami, spojrzałam na Miśka, który trzymał Małą i ostatni raz zapytałam czy jest gotowy na co on chyba po raz setny na to pytanie odpowiadać nie chciał, więc spojrzał na mnie z miną typu "i ty jeszcze kobieto pytasz?"
Niepewnie otworzyłam drewniane drzwi i szepnęłam Kubiemu z uśmiechem:
- Moja mama zna polski, więc się angielskim popisywać nie musisz- po czym krzyknęłam- Mamoooo!!! Jesteśmy!
Po krótkiej chwili zobaczyłam dość wysoką (175cm), brązowowłosą kobietę. Podbiegła do mnie i zakleszczyła w swoim matczynym uścisku, którego przez ten rok tak mi brakowało
- Kochanie tak się cieszę, że Cię widzę, ale mówiłam, że masz nie mówic do mnie mamo, tylko po imieniu wal kochana- odsunęła się ode mnie i patrzyła to na Miśka to na Blankę- Ty pewnie jesteś chłopakiem mojej córeczki
- Tak, tak to ja proszę Pani. Michał,miło poznać- podał mojej mamie rękę, a gdy ona ją ujęła on jak na dżentelmena przystało ucałował ją
- Rebecca, mi także miło poznać- uśmiechnęła się serdecznie, po czym wskazała na Blan- A to jak mniemam moja wnuczka
- Tak mamuś, to znaczy Rebecca, to jest Blanka
Moja rodzicielka odebrała od Miśka Małą i jej torbę, po czym wskazała nasz pokój
- Tak więc teraz się rozpakujcie, róbcie co chcecie tylko nie za głośno- poruszyła brwiami moja mamuśka- ja teraz zajmę się Blaneczką, a potem będzie czas na poznanie Michałka
My tylko się zaśmialiśmy, po czym podeszłam do Michała, a on zaczął mnie całować. 
Chciałam pójść zamknąć drzwi, ale okazało się, że moja kochana jakże mamuśka paczy na nas z rozbawieniem w oczach.
Siedząc Misiowi na kolanach powiedziałam do niej po szwedzku:
- Mamma  käraste. Avsluta vänligen- (Matko najukochańsza. Wyjdź proszę)
Ona uśmiechnęła się i rzuciła nam tylko małe pudełeczko z doczepioną jakąś kartką. 
Byłam ciekawa co to więc chwyciłam kartkę i gdy przeczytałam:
 "Dzieci drogie, coś ode mnie, żeby za szybko kolejnego dziecka nie było. Na razie wystarczyć Wam musi Blanka i Mattew. Kocham, mama" 
Otworzyłam pudełko w którym były tabletki, chyba każdy wie na co --__-- i roześmiałam się. 
Rozpakowaliśmy się i zrobiliśmy TO xd. Gdy skończyliśmy wszystko była 22, więc wzięłam Michała za rękę i poszliśmy do salonu.
- Mamo, byłaś u Kathrin, po Matta, prawda?- zapytałam, gdy tylko zobaczyłam pytający wzrok mojej rozdzicielki
- Tak, pewnie. Teraz jest u siebie w pokoju i ogląda bajki na moim laptopie- powiedziała cicho zważając na śpiącą już Malutką
Korytarzem kierowałam się do pokoiku Matta. Cicho otworzyłam drzwi i weszłam ciągnąc Michała za sobą.
Mały gdy tylko mnie zobaczył szybko zbiegł z łóżeczka i rzucił się na mnie uradowany.
Michał przedstawił się Mattowi jako tatuś, gdyż Malec nie wiedział co się stało z jego prawdziwym ojcem...
Byłam zmęczona, więc zostawiłam Matta wtulonego w Michała razem oglądających jakies polskie bajki..
Teraz byłam pewna, że dobrze wybrałam i cieszę się, że poznałam Kubiaka, co kiedyś było tylko moim największym marzeniem, a teraz jest rzeczywistością, cudowną rzeczywistością...


_____________________________________________________________________
Ehhh.. Wiem, wiem.. Jedna wielka nuda... 
Tego u góry nie skomentuje, gdyż czegoś takiego skomentować nie potrafie... xd
 Jedna wielka masakra!! Szkoły mam po dziurki w nosie, a tu jeszcze miesiąc tortur...
Jeszcze tylko 2 lata, koniec gimbazy i papa zadupiu- Kobylanko, witaj Szwecjo!!!