czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział jedenasty

Ignaczak cały dzień obdarowywał mnie spojrzeniem, które gdyby mogło zabijać, już dawno leżałabym martwa.. Ale no w końcu sam się o to prosił, mógł nie dyskutować..
Dzień minął strasznie szybko: trening, obiad, trening, kolacja i wolne..
Następny dzień dla mnie i dla Michała był straszny...
Budzimy się słysząc dźwięk budzika i wstajemy, przy okazji zaglądając na Blankę... Coś było nie tak, nie spała.. Zobaczyła nas i zaczęła płakać..
Szybko podeszłam do łóżeczka, które tymczasowo zostało wstawione, a za mną Michał...
Wzięłam Małą na ręce, zawsze ją to uspokajało, ale nie tym razem. 
Była gorąca, na pleckach miała wysypkę, policzki mocno zarumienione... 
Razem z Michałem stwierdziliśmy zgodnie, że trzeba pojechać do lekarza...
Pobiegłam szybko pod pokój Andrei do którego brutalnie wtargnęłam:
- Andrea!! Me and Kubiak must go to hospital
- Why?
- Becouse with our baby is wrong
- Ok. Go!
-Thank!
Pospiesznie wyszłam z jego pokoju, ubrałam się i pomalowałam w swoim, wzięłam dziecko od Michała i on tez się szybko uszykował i mogliśmy jechać..
Lekarz po przebadaniu Małej stwierdził, że ma Płonice czyli Szkarlatyne, więc musi zostać w szpitalu przez kilka dni a nawet tygodni... Nie chcieliśmy jechać, ale nas wygonili.
Martwiliśmy sie oboje tak samo bardzo. Siedzieliśmy w tym cholernym szpitalu tak długo, że nie opłacało się wracać na poranny trening, który już trwał, więc poszliśmy a spacer.
- Martwię się o Blancie, ona ma dopiero 4 miesiące- powiedział smutno Misiek
- Ja też się martwię, ale przecież wyleczą ją, Szkarlatyna przechodzi po około dwóch tygodniach...
Ucałował mnie w czoło i mocniej ścisnął moją rękę...
Po kilku godzinach spacerowania postanowiliśmy pojechać z powrotem do ośrodka...
Gdy dojechalismy akurat za 10 minut miał zacząć się trening, więc ruszyliśmy w stronę hali. Michał stwierdził, że dzisiaj nie będzie trenował, bo nie potrafi się teraz skupić.
Weszliśmy na halę, a tam ujrzeliśmy już rozgrzewających się siatkarzy. Usiedliśmy na krzesełkach przy boisku, nadal trzymając się za ręce. 
Zauważyli to inni siatkarze i każdy każdego pytał co się nam stało, że siedzimy jak na szpilkach. W końcu Anastasi zagonił ich do dalszej rozgrzewki, a sam do nas podszedł i wypróbował swój polski
- I jak tam z Blanka?- usiadł obok nas
- No za dobrze, nie jest trenerze- udzielił odpowiedzi Michał, nawet nie wiedziałam że AA rozumie po polsku O.o- Mała ma Szkarlatyne i musiała zostać na około dwa tygodnie w szpitalu
- Współczuję.. I rozumiem jeśli you can't trenować and you can't help me
- Andrea- odezwałam się w końcu- my musimy tylko to wszystko ogarnąć, wystarczy, że będziemy mogli w każdej chwili pojechać do Małej- Michał kiwnął głową, że się ze mną zgadza
 - Nie ma problem. Idźcie do siebie i odpoczywać
Wyszliśmy posłusznie i szliśmy w milczeniu, nie puszczając swoich dłoni..
Weszliśmy do pokoju i położyliśmy się na łóżku
- Ej czy mi się zdaje czy on nas wygonił?- zapytałam 
- Nie zdaje ci się kochanie. Muszę ci coś powiedzieć..
- No co?- spojrzałam na niego z zaciekawieniem 
- Gdy byliśmy w Szwecji, gdy siedziałem z Mattem- przerwałam mu
- A właśnie gdzie Mattew?!
- Spokojnie, Igła nam go zwinął, bo sądzi, że jest najlepszą niańką na świecie- zaśmiał się
- I ty to mówisz tak na luzie?! 
- Spokojnie kochanie- przytulił mnie
- No dobrze.. Uffff- wypuściłam głośno powietrze- No coś mówiłeś o Szwecji
- No więc, jak siedziałem u Matta to przychodziła twoja mama i dużo rozmawialiśmy i doszedłem do wniosku, że chcę być z tobą do końca życia.. Zostaniesz moją żoną?
Całkowicie mnie tym zaskoczył, myślałam, że chodzi mu o coś innego a tu co... Oświadcza się
- Kurde, nie wiem co powiedzieć...- wstałam z łóżka i zaczęłam przechadzać sie po pokoju
- Nie chcesz bym został twoim mężem?- także wstał, a na te słowa spojrzałam na jego zawiedzioną minę
- Nie o to chodzi
- A o co?!
- Kiedy niby zdążylibyśmy zorganizować ślub?
Milczał, nie wiedział co powiedzieć, choć to było proste pytanie
 - Kocham Cię i chcę zostać twoją żoną- podeszłam do niego, stanęłam na palcach i pocałowałam, co odwzajemnił... 

_____________________________________________________________________
Rozdział miał się pojawić zgodnie z terminem, ale musiałam odrobić zaległe treningi = 12 km na rolkach i trening zagrywki.. Ale od teraz rozdziały będą pojawiały się tak ja zapowiedziałam 

2 komentarze:

  1. Ogólnie bardzo nie lubię niczego krytykować i zdarza mi się chyba to pierwszy raz na blogu, ale robie to dla Twojego dobra. Otóż pomysł jakiś masz, chęci chyba tez, ale czegoś tu brakuje. Zacznijmy od tych najprostszych spraw. Wygląd bloga. Tło nie za bardzo pasuje do tego wszystkiego. Za bardzo rozprasza, jakieś stonowane byłoby o niebo lepsze. Czcionka jest za bardzo fikuśna. Gdyby była jakaś bardziej klasyczna lepiej by się czytało. Nagłówek gryzie się z tłem. Zły kolor. Może wydawać się, że to duzo pracy, ale wystarczy lekko stonować barwy. Chodzi o to, ze wtedy oczy mniej się męczą i przyjemniej się wszystko czyta. Teraz przejdźmy do treści. Tak jak wspominałam: pomysł jest, ale jednka czegoś brak. Po prostu gdy czyta się to powiadanie nie czuć żadnej energii, opowiadanie nie wciąga. Treść nie jest napisana tak aby zainteresować czytelnika. Wszystko jest za mało rozbudowane. Gdy czytałam moment gdzie dowiadują się, że mała jest chora nie czułam nic. Ani smutku, współczucia. Musisz popracować nad stylem. Poprzeglądaj blogi innych dziewczyn, wiele się nauczysz. Nie chodziło mi w tym komentarzu o obrażenie Cię, ale po prostu o konstruktywną krytykę. A co z nią zrobisz i jak ją odbierzesz to już zależy od Ciebie. Pozdrawiam, Inka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od początku istnienia bloga czekałam na taki komentarz i się doczekałam, za co dziękuję. Wezmę sobie do serca te uwagi i za chwilę poprawię co mogę by było w miarę przyjemnie. Co do treści opowiadania- wniosę do niej więcej radości, smutku, czego będzie trzeba..
      Pomogłaś mi tym komentarzem, zmotywowałaś w pewnym sensie.
      Dziękuję i zabieram się za pracę :)

      Usuń