niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział szósty

Odszedł do chłopaków i jedyne co usłyszałam to: "Chłopaki!! Będę ojcem!!". Wyściskali Miśka, po czym podbiegli do mnie i zaczęli gratulować...
Po 5 minutach podszedł sam 'tatusiek' 
- Kotek.. Nawet nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwy z tego, że zostaniemy rodzicami. Będę zabierał ją na spacerki. Albo będę...
- Michał- złapałam dłońmi jego twarz- Jeszcze około 5-6 miesięcy
-Wiem, mała. Wiem. Ojeju, już sobie wyobrażam to maleństwo... Chcę córeczkę
- Pożyjemy zobaczymy. A ja tam chcę syna, który będzie twoją małą kopią- powiedziałam z mega uśmiechem. On tylko złapał mnie za pod brudek i podciągnął moją głowę do góry. Zbliżył swoją twarz do mojej i wpił się w moje wargi. 
Na sali było jeszcze trochę kibiców co można było wywnioskować po "uuu" w wykonaniu ok. 100 ludzi...
Chłopcy jeszcze się porozciągali i poszli w stronę szatni, a ja za nimi. Usiadłam obok szatni- na krześle i czekam. Po kilku minutach podeszły do mnie dwie dziewczyny. Na oko miały po 15 / 16 lat. Jedna z nich chciała zagadać, ale z tg co widziałam to była dość wstydliwa.
Odwróciłam od nich głowę, bo szczerze mówiąc pomyślałam, że chcą mi nagadać i wgl. Po krótkiej chwili odezwała się ta druga
- Cześć. Co tam u cb?
- Eee.. Siema. Okej jeśli chcecie mi powiedzieć jaka to ja jestem nie warta Kubiaka, to może lepiej się nie odzywajmy... No chyba że chcecie po prostu pogadać
- Wow. Jesteś pierwszą osobą, która tak szczerze nam odpowiada- ciągnęła 'ta odważna' 
- Nie chcemy Cię oczerniać, ani nic..- no w końcu się odezwałaś nieśmiała- Siedziałyśmy blisko boiska i słyszałyśmy jak Pan Kubiak krzyczał kolegom, że będzie ojcem, a potem widziałyśmy jak podchodzi do Pani i całuje... Więc my pogratulować chciałyśmy...
- Dziękuję.. A w ogóle to nie lubię jak mówi sie do mnie 'Pani'. Marika jestem- powiedziałam i wstałam wyciągając do dziewczyn rękę
- Okej. To Marika. Ja jestem Magda i mam 16 lat- pow. 'ta odważna' i uścisnęła moją dłoń
- A ja jestem Sara i tez mam 16 lat- ten sam gest powtórzyła 'nieśmiała'
Gadałyśmy sobie tak 15 minut i nagle z szatni wyłonił się Kubi. Podszedł do mnie i pocałował w policzek
- Kto to jest?- zapytał, wskazując na dziewczyny
- Misiek to są Magda i Sara, moje nowe koleżanki i twoje wielkie fanki- powiedziałam na jednym oddechu i uśmiechnęłam się- A właśnie! Dziewczyny chciały Ci coś powiedzieć i o cos poprosić
- Okej. Miło poznać. Śmiało róbcie co chciałyście- zaprezentował uśmiech nr. 224
- Bo my chciałyśmy pogratulować dziecka i poprosić o autograf- Magda to się nawet przy idolu nie peszy xD
- A dziękuję bardzo- ukłonił się lekko i kontynuował- A autograf dam.. No już, dawać te kartki 'iks de'
Dziewczyny posłusznie podały kartki, po czym grzecznie je przeprosił, bo musi wrócić po torbę do szatni.
Powiedziałam dziewczynom żeby dały mi swoje fony, niepewnie podały mi urządzenia, a ja wpisałam i mój numer... Michał wrócił, więc czas się zbierać.
- W telefonach zapisałam Wam mój numer. Jak będziecie chciały pogadać albo coś to śmiało- powiedziałam wstając z krzesła. Na chwilę stanęłam, bo wpadłam na pewien pomysł... Odeszłam z Miśkiem kawałek i zapytałam szeptem:
- Ej a może by tak spędzić z tymi dziewuchami dzień, co?
- A to wcale nie jest zły pomysł..- pokiwał głową z uznaniem i krzyknął do dziewczyn- Dziewczyny jeśli nie macie nic takiego do roboty to zapraszam z nami.
Bliźniaczki nie wiedziały co powiedzieć, nie mogły się nawet ruszyć, więc podeszłam i wzięłam ich lewe ręce i pociągnęłam w stronę wyjścia. 
Po paru minutach byliśmy już w drodze do mieszkania. No cóż Misiu nie byłby soba gdyby nie zaczął 'śpiewać'.
Dziewczyny się zaśmiały, a On śpiewał jeszcze głośniej
- Co Wam tak wesoło, hmm?- spytałam, odwracając się do tyłu
- Bo przez to przez to, że dzisiaj poznałyśmy naszego idola oraz jego dziewczynę, która nie jest naburmuszoną i zadufaną w sobie blond barbie. Tylko zwykła, sympatyczną i miła brunetą- po tej wypowiedzi, wywnioskowałam, że Magda mogłaby non stop gadać. 
- Haha, dziękuję bardzo za taką opinię... Wy tez nie jesteście jak inne, w sensie, zę nie rozszarpałyście mnie przy pierwszym spotkaniu, tylko się zakumplowałyście
- Ohh... Jakie to wzruszające- powiedział roześmiany Dzik, wycierając wyimaginowaną łzę- Jesteśmy na miejscu, droga wycieczki.
Szybko wyskoczyłyśmy z auta i ruszyłyśmy w stronę budynku. Po kilku minutach byliśmy już w mieszkaniu 
- Kubiak masz szczęście, że posprzątałeś- pow. wskazując na niego, a on dumnie wypiął pierś
- Ja to nie Zibi, żeby przez miesiąc nie sprzątać.. Kurde ale głodny jestem, wy pewnie też. To ja idę zrobić coś do żarcia i nie wiem kiedy wrócę.. Buahaha
- Tylko nie próbuj nas otruć Misiu
- No dobra...
Poszłyśmy do salonu  i jedyny co zrobiłyśmy to walnęłyśmy na kanapę. Postanowiłyśmy, że obejrzymy jakiś film, bo siostra Miśka, zostawiła nam do dyspozycji swoja kolekcję DVD.
Z ok. 40 filmów najbardziej miałysmy ochotę na Bollywood-y. Na pierwszy ogień poszedł "Garam Masala". Długo nie oglądałam, gdyż 10 minut po włączeniu zadzwonił dzwonek do drzwi     
- Otworzę!- krzyknęłam
Widok osoby, która stała za drzwiami wprawił mnie w osłupienie. Stała tam moja przyjaciółka, której nie widziałam ponad rok. 
              

sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział piąty

- Tak- odpowiedział z uśmiechem- Ale zacznijmy od tego, że musi Pani uważać na to co je i pije, gdyż niektóre rzeczy mogą być dość niebezpieczne, że tak to ujmę...- chciał mówić dalej, ale przerwałam, zniecierpliwiona
- Ej no.. Helloo! Ja chcę wiedzieć co mi jest, a nie co jest dla mnie niebezpieczne!
- No dobrze. Opiekę Pani ma, więc o niebezpieczeństwa nie trzeba się matwić...
- Panie doktorze, czekamy na te cholerne wyniki dość długo, więc niech Pan powie co jej jest!- wybuchnęła moja 'opiekunka'
- Ehhh... Dobra. Pani Mariko- pokazał na mnie i zaraz kontynuował- Pani jest w ciąży. To już 3 miesiąc. To chyba na tyle, więc do widzenia Paniom
- Do widzenia- odpowiedziała Ew, a potem spojrzała na mnie.
Siedziałam i nie mówiłam. Zero jakiejkolwiek reakcji. Dopiero gdy wyszłyśmy przed budynek wzięłam głęboki oddech i powiedziałam z wielkim bananem na buzi:
- Wow.. Moi rodzice będą się cieszyć.. Nawet bardziej niż ja teraz...
- No już sobie to wyobrażam.. Niepohamowany wybuch radości, haha... A kiedy powiesz Michałowi?
- Hmmm nie wiem. Może jutro po meczu
- Dobry pomysł
- Ewa słyszałam, że Kamil pojechał już na te całe swoje treningi i siedzisz sama w domu, więc chodź teraz do mnie. Przynajmniej w końcu pogadamy haha
- Okej. Skoro to nie problem, to chętnie
Nic już nie powiedziałam.. Każda ruszyła do swojego samochodu i pojechałyśmy do mieszkania. Ewa była zaskoczona, że do takiego wypas budynku się przeniosłam, no ale cóż... Wjechałysmy windą na ostatnie piętro. Michała już nie było gdyż drzwi były zamknięte, na szczęście miałam klucze... :)
Weszłyśmy do mieszkania i ruszyłyśmy do kuchni
- Kawy?- zapytałam nastawiając wodę na kawę
- Poproszę- odpowiedziałam z uśmiechem, siadając na taborecie
Zaparzyłam nam kawę i poszłyśmy do salonu. Siedziałyśmy w ciszy, co było dziwne jak na nas.
- Riki?- zaczęła nieśmiało Ewa
- Hmm?- zwróciłam się do niej odrywając wzrok od jakże ciekawej podłogi
- Co się dzieje?
- A co ma się dziać?
- Jesteś smutna. Widzę to w twoich paczadłach
- No bo, kurde chodzi o to, że boję się reakcji Michała...
- Na pewno będzie się cieszył!
- No, ale wiesz... On ma pracę, to jest siatkarz w końcu.. A równie dobrze to on może nie chciec tego dziecka
- Nie dramatyzuj!! Ucieszy się, zobaczysz. A Matthew.. OMG On dopiero będzie szalał z radości!
- Ale z drugiej strony nie wiem czy do końca dam radę wychowywać dwójkę dzieciaków..
- Czy ty mnie w ogólne słuchasz?! Jak mówię, że będzie dobrze, to tak będzie. Ja tez myślałam, że Kamil mnie zostawi, ale się myliłam.. Tak jak ty teraz
- 'iks de' no, ale wiesz, Kamil, a Michał to co innego
Gadałyśmy jeszcze przez 3 godziny. Gdy wrócił Michał, moja bratowa sobie poszła -_-

             
*** Przed meczem. Jastrzębski Węgiel- Assesco Resovia Rzeszów***


Ewa zdecydowała, że czy chcę czy nie ona idzie ze mną na mecz. Więc siedzimy i patrzymy jak chłopcy się rozgrzewają. 
Po godzinnej rozgrzewce i przedstawieniu wyjściowych szóstek, rozbrzmiewa pierwszy gwizdek rozpoczynający spotkanie. 
Pierwszy set padł łupek Jastrzębian. W drugim nie było tak łatwo i ten set przegraliśmy. Kolejne sety jakoś szły. Ostatecznie doprowadziliśmy do tie break-a. Punkt za punkt i doszło do 23:24, piłka meczowa dla JW. Serwuje Kubiak. Wymierza piłkę, podrzuca... Na sali cisza, nie wiadomo kto wygra... Kibice- nic, gracze- nic. 
Sędziowie dyskutują i wskazują punkt dla Jastrzębia. Wszyscy kibice się cieszą.. Spoglądam na Ew, a ona daje mi znak, że powinnam iść i MU powiedzieć. Nie miałam innego wyjścia, więc ruszyłam w stronę barierek. Ochroniarze mnie znali, więc bez problemu dostałam sie do kwadratu rezerwowych. 
Muszę to zrobić, muszę. Inaczej się przecież nie da- Tak się zamyśliłam, że nawet nie zauważyłam jak Michał do mnie podchodzi...
- Teraz albo nigdy- słyszę szept Ewy, która zaraz znika za wielkoludami, a ja ide do Kubiego.
- Michał po pierwsze to gratuluję wygranego meczu!- powiedziałam z uśmiechem
- A dziękuję, dziękuję... Chwila, skoro gratulacje były po pierwsze, to co jest po drugie??
- Boo.. No bo.. Emmm.. E no- kurde nie wiem jak to powiedzieć :c
- Kochanie.. Stało się coś?
-Tak.. Nie.. W pewnym sensie- patrzyłam mu w oczy, a po moim policzku popłynęła samotna łza
- To powiedz... I nie płacz- powiedział z wielką troską w głosie, więc ogarnęłam się
- Ołkeej. Dobra już.. Michał... Będziesz ojcem.. To już 3 miesiąc Misiek
Stał w ciszy i patrzył to na mnie, to na mój brzuch.. Odwrócił się, a w moich oczach ponownie pojawiły się łzy... Odszedł do chłopaków i jedyne co usłyszałam to.....

_________________________________________________________________________
Na dzisiaj to tyle.. Pojawiła się nowa zakładka- bohaterowie
Rozdział pisany na strasznie nudnej Edukacji Dla Bezpieczeństwa ;D

czytam= komentuje (to serio motywuje, a ja nie wiem ile z ok. 400 osób to serio czyta)                    

wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział czwarty

- No bo chodzi o to, że jak się z nim zwiążesz to będziemy spędzać ze sobą mniej czasu! Pewnie sie do niego przeprowadzisz! Potem będą zaręczyny, ślub, dzieci...!
- Przestań!!- krzyknęłam nie chcąc dalej słuchać tego wszystkiego
- Ale no to prawda taka jest!
- Ona ma rację... Zamknij się w końcu!- wtrąca Ewka
- Słuchaj! Nie pomyślałeś, że przez to że wziąłeś ślub spędzamy ze sobą mniej czasu niż wcześniej... Gdy się poznaliśmy... Ja oczywiście nie mam nic do Ewy. Ona jest dla mnie jak siostra. Dużo lepiej dogaduję się z nią, niż z tobą. Jest mi bliższa niż ty...- przerwałam, aby wytrzeć łzy, które mimo iż je powstrzymywałam, popłynęły z moich oczu- Rozumiem, że przez to, że nie jestem twoją 'prawdziwą siostrą' jak to kiedyś ująłeś, nie spędzasz ze mną dużo czasu i nie traktujesz mnie za bardzo jak siostrę... A to tylko dlatego, że twój ojciec zdradził twoja matkę z moją! Rozumiem... Masz prawo być zły, ale to nie ja jestem temu winna! To wina tylko i wyłącznie twojego ojca i mojej matki...
Teraz juz rozpłakałam się na dobre. Spojrzałam na Ewkę, potem na Kubiego i wybiegłam z sali.
Słyszałam za sobą krzyki Kamila, ale nie zwracałam na niego uwagi. Wybiegłam ze szpitala i ruszyłam w stronę ławki w parku obok.
Usiadłam i zamknęłam oczy, jednak łzy dalej leciały mi strumieniami. Po chwili poczułam jak ktos kładzie mi rękę na ramieniu. Obyto nie był Kamil- myślałam. Powoli otworzyłam oczy i na szczęście zobaczyłam Michała. Chciał coś powiedzieć, ale ja mocno sie w niego wtuliłam
- Dziękuję, że jesteś- powiedziałam ciho
- Moge powiedzieć do Ciebie to samo- odpowiedział i mocniej mnie do siebie przycisnął
- Kocham Cię Michał
- Też Cię kocham Marika- powiedział, po czym oderwaliśmy się od siebie i połączyliśmy się w pocałunku... Po dłuższej chwili znów wtuliłam się w miśkowy tors i znów się rozkleiłam.
- Hej.. Młoda... Nie płacz- powiedział z troską w głosie, minęło trochę czasu a moje oczy non stop zachodziły łzami. Nagle znów usłyszałam głos mojego ukochanego
- No i czego płaczesz co?
- Bo czuję, że jestem przy tobie bezpieczna...- Chciałam mówić dalej, ale przerwał mi
- I dlatego płaczesz?- zapytał rozbawiony
- To ze szczęścia... Misiek ze szczęścia... Czuję jakbym była najszczęśliwszą osobą na świecie
- To jest nas dwójka, bo ja też się tak czuję- powiedział, po czym stanęliśmy twarzą w twarz, a on zaprezentował usmiech nr. 1456 i zaraz zapytał, charakterystycznie poruszając brwiami- Idziemy do mnie?
- Oj Misiek.. Misiek. Tobie tylko jedno w głowie...- udałam złą, a on zrobił minkę kota ze Shreka- No dobra, tym razem się zgadzam na TAKĄ nockę- wyraźnie zaakcentowałam słowo 'taką'.
Kubi wziął mnie na ręce i w taki sposób przetransportował mnie do jego domu.
Weszliśmy do mieszkania i rozbierając się szliśmy w stronę sypialni (dalej pisać nie muszę, bo wiadomo, że oni ten tego :D )
Obudziłam się ok. godziny 9.00. Miałam ochotę przytulić się do Michała, ale go nie było. Ubrałam się w jego koszulkę i powoli skierowałam się w stronę kuchni. Kubiak robił kakao, ale za to jak robił: ubrany w same bokserki, ruszał biodrami w rytm piosenki
Po cichu wycofałam się z kuchni i pobiegłam po aparat. Wpadłam do sypialni i porwałam urządzenie. Gdy wróciłam do kuchni On na szczęście dalej tańczył, więc szybko cyknęłam mu zdjęcie. Niestety nie wyłączyłam flesza, więc Misiu zorientował się, że kombinuje coś z aparatem.
- Heeeej.. Co tam robisz?- zapytał, odwracając się do mnie
- A nic. Zdjęcie Ci tylko cyknęłam- uśmiechnęłam się najsłodziej jak tylko potrafiłam
- To pokaż- sam chciał, więc podeszłam do niego i pokazałam mu zdjęcie na którym stoi przy kuchence w bokserkach- Ej no nie wierze.. Ty mi zrobiłaś zdjęcie jak sb tańczyłem. Usuń je!
- Nie złość się. Chcę mieć pamiątkę
- Dobrze, dobrze. Ale tylko do użytku prywatnego. Masz ochotę na coś specjalnego?
- Ołkeej. Hmmm... Na Ciebie- powiedziałam przygryzając dolną wargę. A po krótkim czasie byliśmy już w sypialni...

** 3 miesiące później**

Obudziłam się w silnych ramionach Miśka. Miałam ochotę poleżeć sb tak z nim, ale zrobiło mi się nie dobrze i szybko pobiegłam do łazienki. Po chwili zawartość mojego żołądka znajdowała się w ubikacji. Od jakiegoś czasu tak mam, lecz nie chciałam mówić Dzikowi, żeby sie nie martwił. Znowu zwymiotowałam i poczułam się odrobinkę lepiej, więc wróciłam do sypialni. Michał na szczęście spał. Pochwyciłam szybko telefon i poszłam do salonu.
Wykręciłam numer do mojej bratowej
{  Halo?  }
{  Cześć. Wiem, że jest troche wcześnie, ale mogłybyśmy się spotkać za jakieś pół godziny w galerii?  }
{  Nie szkodzi. Pewnie, że byśmy mogły, ale stało się coś??  }
{ Powiem Ci o wszystkim na miejscu. To pamiętaj, za pół godziny- galeria. Tylko nie mów Kamilowi, że idziesz się spotkać ze mną  }
{  Okej, nie powiem. Do zobaczenia młoda  }
{  Do zoba  }

Poszłam do naszej sypialni. Tak do naszej, wprowadziłam się do Miśka 2,5 miesiąca temu. Wzięłam zestaw i poszłam do łazienki ubrac się. Przed wyjściem napisałam Michałkowi kartkę, że idę spotkać się z Ewką i powinnam wrócić za jakieś 2/3 godziny.
Po 10 minutach byłam już w galerii. Przed wejściem poczekałam chwilkę na Ewę i poszłyśmy do kawiarni.
Złożyłyśmy zamówienie, lecz żadna z nas jeszcze się nie odezwała
-To o czym chciałaś pogadać?- tą niezręczną ciszę przerwała Ewa
- Bo chodzi o mnie...- niestety nie było mi dane w spokoju dokończyć, gdyż moje kochana bratowa się wtrąciła
- Jezu! Coś Ci jest?!
- Żadne Jezu. Starczy Marika- powiedziałam i obie zaczęłyśmy się śmiać- No ale wracając do sprawy... To tak, od jakiegoś czasu dość dużo wymiotuję i nie wiem czym jest to spowodowane.
- Hmm.. A myślałaś żeby pójść do lekarza?
- Wiesz szczerze mówiąc to nie. Może powinnam, a co jeśli to coś poważnego...
- A Michał wie o tym jak się czujesz?
- Nie, nie mówiłam. Chyba tez się nie domyśla
- Ołkeeej.Może chodźmy to tego lekarza teraz? Szybkie badania, szybko będą wyniki i równie szybko wrócimy, co?
- Dobry pomysł. Ale najpierw kawa
Gadałyśmy jeszcze jakieś 45 minut i zaczęłyśmy się zbierać. Zapłaciłyśmy za kawę i wyszłyśmy z galerii.
Każda poszła w stronę swojego samochodu.. Gdy zobaczyłam swoją Śliczną myślałam, że nie wytrzymie. Ktoś rozwalił mi tył mojego autka. Grrr... No cóż, nie bd się teraz tym przejmować. Wsiadłam do auta i pojechałam do lekarza. Zrobili mi szybkie badania, więc pozostało tylko czekać na wyniki...
Po dłuższej chwili czekania, przyszedł lekarz.
- Pani Stoch?- zapytał pokazując na mnie
- Tak to ja. Wiadomo co mi jest?
- Tak- odpowiedział z uśmiechem- No więc....

_________________________________________________________________________
Sorry, że znowu po takim czasie, ale nie miałam jak napisać. Cały czas wątpię, że ktoś to jednak czyta.
CZYTAM = KOMENTUJE
Pozdrowionka ;*


wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział trzeci

- Słuchaj, Misiek żyje.....
- Jakim cudem niby on żyje co? Kuraś nie musisz mnie okłamywać...- zacięła się, bo do oczu podeszły jej łzy, lecz zaraz kontynuowała- Straciłam go.. Nie wiem jak to przeżyję, ale...- nie dokończyła, bo wkurzony przerwałem
- Marika do cholery jasnej! Ja nie kłamię, nigdy Cię nie okłamałem i nie zamierzam! On na prawdę żyje, lekarze mówili, że tylko cud sprawi, że znów będzie żył, ale wystarczyło żebyś ty mu coś powiedziała...- mówiłem coraz mniej zdenerwowanym głosem.
Ona nadal płakała, niestety nie wiedziałem czy ze szczęścia (że Michał żyje) czy ze smutku..
Widziałem, że nie miała zamiaru niczego mówić, ale musiałem ją zapytać:
- A tak właściwie to coś ty mu powiedziała co?
- ...
- No Marika, jeśli nie powiesz tego mi, będziesz się tłumaczyła swojemu bratu dlaczego chciałaś odebrać sobie życie- powiedziałem mrużąc lekko oczy i śmiejąc się
- A idź ty Kurek. Szantażujesz mnie- tym razem uśmiechnęła się, lecz z wielkim trudem i na przymus
- A co innego mam zrobić, skoro nie chcesz mówić
- No ale ja...
- Dobra nie musisz gadać. Idę po Kamila
- Dobra.. Już dobra. Chodź tu- powiedziała i pokazała miejsce obok siebie, na łóżku.
 Grzecznie usiadłem i słuchałem jej opowieści.


Ej chwila.. Czyli, że ona mu tylko powiedziała, że nie wie dlaczego go odrzuciła i że go kocha......Chwila.... Że co??!!! Ona go kocha??!!! I czemu nic nie mówiła, ani mi, ani Kubiakowi? Może powiedziałaby gdyby się dłużej znali.. Ale z tg co wiem to Dziku też ją kocha... Nie czaje tej dwójki...

- Barteeek... A o czym ty tak myślisz, co?- z zamyślenia wyrwała mnie Riki
- Co? Yyyy sorki. O niczym, zmęczony trochę jestem
- Powiedzmy, że Ci wierzę. A skoro takiś ty zmęczony to jedź do domu
- Ciekawe czym mam tak pojechać? Może sobie na miotle polecę
-Ha ha haaa. Bardzo śmieszne. A o ile się orientuję w tym szpitalu pracuje twoja kuzynka... Jest 15 więc zaraz powinna się tu zjawić, to ją poprosisz...- uśmiechnęła się, ale to znowu nie był szczery uśmiech, widziałem, że cierpi...
- No właśnie to nie jest dobry pomysł. Ola tu pracuje, ale nie odzywamy się do siebie od kilku lat. Nie będę mówił czemu, bo to bez sensu...

Nagle do pokoiku weszła ONA. Myślałem, że zaraz rzucę się na nią i gołymi rękoma uduszę. Choć może przesadzam. Ale w końcu to ona zniszczyła mi życie. To przez nią Kaśka- moja była- ze mną zerwała. Bo Olka wmówiła jej, że ją zdradzam. Pomyślałem, że to bez sensu się gniewać tyle lat i gdy wychodziła z pokoju zatrzymałem ją. Szczerze przeprosiłem, chodź wiedziałem, że to za mało. Po chwili milczenia rzuciła mi się na szyję...
- Nie Bartek, to ja przepraszam. Ty nie masz za co. To ja przyczyniłam sie do twojego zerwania z Kaśką, po prostu byłam zazdrosna, bo to była moja przyjaciółka i gdy zaczęła się z tobą spotykać nie mieliście już dla mnie czasu. Proszę wybacz mi.
- Wybaczam- odsunąłem ją od siebie, uśmiechnąłem się, po czym otarłem jej łzy i znowu przytuliłem


                                                                             *****


- Ooooo jak słodko..- na chwilę zamilkłam, ale kontynuowałam, bo chciałam żeby Bartuś już sobie do domu poszedł- Dobra koniec tej czułości! Olka- skierowałam wzrok na Kurkową- Mam prośbę... Teraz... W tej chwili masz mi Bartosza do domu odwieść
- Okej. Z chęcią- powiedziała z uśmiechem Ola
Bartek się upierał, że zostanie, ale w końcu powiedziałam młodej (bo miała 20 lat) żeby go wyciągnęła jak najszybciej, bo już mam dość tej jego mordki. Zaśmiała się tylko i wykorzystała moment w którym Bartek myślałam i wypchnęła go z sali.
 Po dłuższej chwili wyjrzałam przez okno, znajdujące się obok łóżka i zobaczyłam jak wsiadają do samochodu i odjeżdżają.
Chciałam wstać ze szpitalnego łoża, ale zatrzymały mnie kabelki i igły powbijane w ciało. Próbowałam je powyciągać, poodczepiać, ale nie mogłam, moja ręce powoli odmawiały posłuszeństwa... Położyłam się z powrotem, zrezygnowana, ale zaraz kontynuowałam 'uwalnianie się'

                                         
                                               ***W tym czasie u Miśka Kubiaka***

  - Dzień dobry Panie Kubiak. Jak się Pan czuje?
- Dzień dobry. Trochę lepiej, ale boli mnie głowa i wszystko od środka...
- No dobrze. Za jakiś czas przyjdę tu i zabiorę Pana na badania- powiedział lekarz na odchodnym. Już zamykał drzwi, ale jeszcze na chwilę go zatrzymałem.
- Chwila!!- z dość dużymi problemami krzyknąłem, to nie był dobry pomysł, bo zacząłem ciężko oddychać- Bo mam pytanie, mianowicie to była tutaj może taka dziewczyna?: ciemne włosy, oczy także, blade usta....- chciałem opisywać dalej, ale lekarz przerwał
- A jak się nazywa jeśli można wiedzieć? Bo po wyglądzie to Panu nie powiem
- Tak... Marika... Marika Stoch- gdy wypowiadałem te słowa, chciałem płakać jak małe dziecko, ale sie powstrzymałem
- Była tutaj, ale niestety nie można jej tutaj sprowadzić, bo pewnie o to Panu chodzi. Leży niedaleko, w jednej z sal. Niestety nie mogę podać Panu szczegółów, ponieważ nie jest Pan nikim z rodziny. Przykro mi..- powiedział zdecydowanie i po prostu wyszedł

Matko co jej się stało? A co jeśli ona sobie coś zrobiła, jeśli ona nie żyje? Co ja zrobię bez niej? Wiem, że się pogodzimy. A wgl ja podobno na jakiś czas kopnąłem w kalendarz, choć mimo to słyszałem jej głos.. mówiła, że mnie kocha. Nie wiem czy to prawda, czy może sobie to wymyśliłem. No trudno... Ale co jej się stało? Szkoda, że mi nikt nie odpowie na te pytania. Gdybym tylko mógł sie podnieść, poszedłbym jej szukać...

                                                                  *****

Kurde te pieprzone kabelki i igły są nie do pokonania. Pozostaje poprzecinać kabelki i powyrywać igły. No dobra to zaczynam. Raz się żyje... Aaaaałłłaaaa kurwa to nie był dobry pomysł, ale przynajmniej teraz jestem wolna i mogę iść do sali 24, w której leży Michał. Kurde nie wierzę, że on tak nagle żyje. Nie ważne idę...- wyszłam z pokoju i kierowałam się do sali 24. Lekarze krzyczeli, kazali wracać do pokoju, ale ich nie słuchałam, miałam ich głęboko w......w nosie. Z impetem weszłam, a raczej wpadłam do sali. Zobaczyłam Kubiaka, spał

Widzę, że oddycha, czyli jednak żyje. Bartek miał rację, a ja mu nie wierzyłam. Przy najbliższej okazji go przeproszę....- pomyślałam, po czym podeszłam do łóżka, nachyliłam się nad Kubiakiem i pocałowałam w policzek i tak szybko jak tylko potrafiłam, usiadłam na krześle obok.
Po chwili zobaczyłam jego cudne oczy, chciałam widzieć je codziennie. Teraz wiem, że na prawdę go kocham...
- Marika... Lekarz coś mówił, że leżysz tu w szpitalu, ale to chyba nic poważnego skoro tu przyszłaś. Co się stało?
- Michał. Będę z tobą szczera. Gdy lekarze powiedzieli, że Cię straciliśmy, nie chciałam dalej żyć. Powiedziałam Kurkowi, że idę się ogarnąć do łazienki, ale gdy tam weszłam...- zawahałam się, czy mu to powiedzieć, nie wiedziałam jak zareaguje, zobaczyłam jak patrzy na mnie pytającym wzrokiem, więc niepewnie kontynuowałam- gdy weszłam zbiłam jedno z luster i podcięłam sobie żyły
- Że co??!! Czyś ty do reszty ochu..... oszalałaś???!!!
- Ale zrobiłam to, bo gdy usłyszałam o twojej śmierci moje życie straciło sens!
- Ale od razu żeby sobie życie odbierać?! Dlaczego? Beze mnie byłoby Ci łatwiej - nie uzyskał odpowiedzi więc kolejny raz spytał- Pytam sie dlaczego?!
- Bo Cię kocham idioto!!!!- krzyknęłam tak głośno aby to do niego dotarło, ale tak cicho żeby nikt nie przyszedł
- Czy ja dobrze słyszałem?? Ty mnie kochasz?- pytał z niedowierzaniem
Nie odpowiedziałam, tylko usiadłam obok niego i pocałowałam go, lecz szybko się od niego 'oderwałam' i powiedziałam:
- Przepraszam Cię... Przepraszam Cię za to, że Cię odtrąciłam, już wtedy Cię kochałam, w środku byłam na siebie niezmiernie zła.. No i też nie byłam pewna czy by nam wyszło, bo znamy się krótko, zaledwie kilka dni... Wiesz jak to jest... Ja tylko... Jeszcze raz- nie dokończyłam, bo Dziku wpił się w moje wargi i położył mnie obok siebie... Ta chwila nie trwała zbyt długo, bo do pokoiku wszedł lekarz, a za nim Kuraś
- Panno Stoch!! Co to ma być?!- zapytał wkurzony lekarz i pokazał poprzecinane kabelki i igły
- No bo Panie doktorze ja chciałam przyjść do Michała, a przez ten szajs nie mogłam się ruszyć, to poprzecinałam te takie- pokazałam na kable- i powyrywałam igły. Pan wybaczy, ale nie mogłam tam tak siedzieć i myśleć "jakim cudem on żyje, to nie możliwe... a może jednak możliwe"...
- No dobrze. Ale czy Pani wie co się mogło stać??- ja tylko przytaknęłam, a doktor zadał kolejne pytanie- A w ogólne, to jak się Pani udało to zrobić? Ręce przecież z powodu utraty krwi nie powinny reagować na polecenia mózgu...
- Na początku ledwo co nimi ruszałam, a potem zabrałam się za uwalnianie z tg dziadostwa. Ręce odmawiały posłuszeństwa, najbardziej lewa. Prawą jakos udało mi sie rozmasować lewą rękę, a potem zrobiłam na odwrót i kontynuowałam...- powiedziałam dumna i uśmiechnęłam się do Miśka.
Pan doktor nic nie powiedział tylko się ze mnie śmiał, powiedział Michałowi, że ma jeszcze zostać w szpitalu na obserwację, bo badania wykazały, że jest w porządku, ale jeśli chce to może wziąć wypis na własne życzenie, tak samo jak ja i wyszedł.
Kurek zrobił awanturę, że coś poważnego mogło mi się stać i wgl. Gdy odwrócił się z strone okna, ja i Dziku skorzystaliśmy z okazji i zaczęliśmy się całować, położył mnie na sobie, nie odrywając się ode mnie... Minęło trochę czasu, a ja poczułam na sobie czyiś wzrok, oderwałam się od mojego Miśka i spojrzałam na Kurka. Gapił się na nas i się śmiał...
- No i z czego rżysz?- zapytałam i zczołgałam się z Dzika
- Z Was. Bo jeszcze kilka dni temu sie nie znaliście, a teraz świata po za sobą nie widzicie
- Zazdrościsz, bo ja mam taką ładną, mądrą... w ogóle idealną dziewczynę a ty nie- wtrącił Dziku i wystawił język do Kurka
- Dzikuuuu! To było troszkę wredne, ale dziękuję. Ale nie dostaniesz żołędzia- powiedziałam, a Kurek już prawie sikał ze śmiechu, ciekawe co w tym było aż tak śmiesznego
- Wara mi od moich żołędzi!!!- krzyknął i zaczął mnie łaskotać

                                                             Po kilku godzinach

Kurek załatwił nam wypis ze szpitala. Jak szybko tylko się dało opuściliśmy szpital i udaliśmy sie do samochodu Kurka. Odwiózł nas do domu Kubiaczka, bo ten stwierdził iż powinniśmy na jakiś czas zamieszkać razem... Przez jakis czas nie chciałam się zgodzić, ale stwierdziłam, że może być fajnie, więc się zgodziłam. Rzeczy miałam przy sobie, bo oczywiście mój braciszek przywiózł mi ich jakbym miała zostać w szpitalu przez pół roku.
Weszliśmy do domu. Ja od razu wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Od razu przypomniał mi się rzygający Dzik, nie było to może super wspomnienie, ale ważne, że z moim ukochanym...
Po 20 minutach wyszłam i od razu skierowałam się do sypialni gdyż już obgadałam z moim chłopakiem, że śpimy razem.. Położyłam sie na wielkim łożu (no jak to łóżko siatkarza, duże musiało być) Po kilkunastu minutach poczułam jak obok mnie kładzie się mój kochany Dziczek. Odwróciłam się do niego przodem i wtuliłam się w michałowy tors. W jego ramionach usnęłam bardzo szybko.
Obudziłam się o 10.00.. w takiej samej pozycji w jakiej zasnęłam. Po kilku minutach zaczął dzwonić mój telefon, dobrze, że Misiu nie spał, bo byłby wkurzony, że go ktoś budzi. Pobiegłam po telefon i zobaczyłam na wyświetlaczu zdjęcie Kamila
- Halo
-Młoda szybko jedź to szpitala, z którego nie dawno wróciłaś. Ewka rodzi!!!
-No dobra już jedziemy
- My?
- Opowiem Ci jak przyjade
Rozłączyłam sie i pogoniłam Miśka, żeby sie szybko zbierał i jedziemy z powrotem do szpitala, bo żona Kamila rodzi i kazał przyjechać. Oboje szybko się zebraliśmy i po kilkunastu minutach byliśmy już z Kamilem. Denerwował się za nas wszystkich...
Gdy już było po wszystkim lekarz o dziwno pozwolił wejść do niej nam wszystkim. Jak zobaczyłam Małą chciałam podbiec, wziąć ją i przytulić, ale to zostawiłam tatusiowi- Kamilkowi.
Wszyscy sie cieszyli więc uznałam, że ten moment jest dobry, żeby powiedzieć świeżoupieczonym rodzicom o mnie i Michale
- Kamil... Ewka.. Mamy wam cos do powiedzenia- przerwałam i spojrzałam na Miśka, dał znak głową żebym mówiła- Ja mi Michał jesteśmy ze sobą!!
Ewa nas wyprzytulała za wszystkie czasy, ale Kamil nie zareagował
- Kamilku, kochanie co Ci jest? Pogratuluj nowej parze- powiedziała Ewcia
- Nie, nie będę im gratulował
- Bo?
- Bo nie
-Ale kurde nie podałeś powodu, gadaj!
-No bo.....

_________________________________________________________________________
Sorki za taka przerwę, ale nie miałam weny i zwątpiłam czy komus to się podoba.
Jeśli ktoś to czyta, to zostawcie po sobie komentarz. Bo nie wiem czy mam kontynuować pisanie