sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział piąty

- Tak- odpowiedział z uśmiechem- Ale zacznijmy od tego, że musi Pani uważać na to co je i pije, gdyż niektóre rzeczy mogą być dość niebezpieczne, że tak to ujmę...- chciał mówić dalej, ale przerwałam, zniecierpliwiona
- Ej no.. Helloo! Ja chcę wiedzieć co mi jest, a nie co jest dla mnie niebezpieczne!
- No dobrze. Opiekę Pani ma, więc o niebezpieczeństwa nie trzeba się matwić...
- Panie doktorze, czekamy na te cholerne wyniki dość długo, więc niech Pan powie co jej jest!- wybuchnęła moja 'opiekunka'
- Ehhh... Dobra. Pani Mariko- pokazał na mnie i zaraz kontynuował- Pani jest w ciąży. To już 3 miesiąc. To chyba na tyle, więc do widzenia Paniom
- Do widzenia- odpowiedziała Ew, a potem spojrzała na mnie.
Siedziałam i nie mówiłam. Zero jakiejkolwiek reakcji. Dopiero gdy wyszłyśmy przed budynek wzięłam głęboki oddech i powiedziałam z wielkim bananem na buzi:
- Wow.. Moi rodzice będą się cieszyć.. Nawet bardziej niż ja teraz...
- No już sobie to wyobrażam.. Niepohamowany wybuch radości, haha... A kiedy powiesz Michałowi?
- Hmmm nie wiem. Może jutro po meczu
- Dobry pomysł
- Ewa słyszałam, że Kamil pojechał już na te całe swoje treningi i siedzisz sama w domu, więc chodź teraz do mnie. Przynajmniej w końcu pogadamy haha
- Okej. Skoro to nie problem, to chętnie
Nic już nie powiedziałam.. Każda ruszyła do swojego samochodu i pojechałyśmy do mieszkania. Ewa była zaskoczona, że do takiego wypas budynku się przeniosłam, no ale cóż... Wjechałysmy windą na ostatnie piętro. Michała już nie było gdyż drzwi były zamknięte, na szczęście miałam klucze... :)
Weszłyśmy do mieszkania i ruszyłyśmy do kuchni
- Kawy?- zapytałam nastawiając wodę na kawę
- Poproszę- odpowiedziałam z uśmiechem, siadając na taborecie
Zaparzyłam nam kawę i poszłyśmy do salonu. Siedziałyśmy w ciszy, co było dziwne jak na nas.
- Riki?- zaczęła nieśmiało Ewa
- Hmm?- zwróciłam się do niej odrywając wzrok od jakże ciekawej podłogi
- Co się dzieje?
- A co ma się dziać?
- Jesteś smutna. Widzę to w twoich paczadłach
- No bo, kurde chodzi o to, że boję się reakcji Michała...
- Na pewno będzie się cieszył!
- No, ale wiesz... On ma pracę, to jest siatkarz w końcu.. A równie dobrze to on może nie chciec tego dziecka
- Nie dramatyzuj!! Ucieszy się, zobaczysz. A Matthew.. OMG On dopiero będzie szalał z radości!
- Ale z drugiej strony nie wiem czy do końca dam radę wychowywać dwójkę dzieciaków..
- Czy ty mnie w ogólne słuchasz?! Jak mówię, że będzie dobrze, to tak będzie. Ja tez myślałam, że Kamil mnie zostawi, ale się myliłam.. Tak jak ty teraz
- 'iks de' no, ale wiesz, Kamil, a Michał to co innego
Gadałyśmy jeszcze przez 3 godziny. Gdy wrócił Michał, moja bratowa sobie poszła -_-

             
*** Przed meczem. Jastrzębski Węgiel- Assesco Resovia Rzeszów***


Ewa zdecydowała, że czy chcę czy nie ona idzie ze mną na mecz. Więc siedzimy i patrzymy jak chłopcy się rozgrzewają. 
Po godzinnej rozgrzewce i przedstawieniu wyjściowych szóstek, rozbrzmiewa pierwszy gwizdek rozpoczynający spotkanie. 
Pierwszy set padł łupek Jastrzębian. W drugim nie było tak łatwo i ten set przegraliśmy. Kolejne sety jakoś szły. Ostatecznie doprowadziliśmy do tie break-a. Punkt za punkt i doszło do 23:24, piłka meczowa dla JW. Serwuje Kubiak. Wymierza piłkę, podrzuca... Na sali cisza, nie wiadomo kto wygra... Kibice- nic, gracze- nic. 
Sędziowie dyskutują i wskazują punkt dla Jastrzębia. Wszyscy kibice się cieszą.. Spoglądam na Ew, a ona daje mi znak, że powinnam iść i MU powiedzieć. Nie miałam innego wyjścia, więc ruszyłam w stronę barierek. Ochroniarze mnie znali, więc bez problemu dostałam sie do kwadratu rezerwowych. 
Muszę to zrobić, muszę. Inaczej się przecież nie da- Tak się zamyśliłam, że nawet nie zauważyłam jak Michał do mnie podchodzi...
- Teraz albo nigdy- słyszę szept Ewy, która zaraz znika za wielkoludami, a ja ide do Kubiego.
- Michał po pierwsze to gratuluję wygranego meczu!- powiedziałam z uśmiechem
- A dziękuję, dziękuję... Chwila, skoro gratulacje były po pierwsze, to co jest po drugie??
- Boo.. No bo.. Emmm.. E no- kurde nie wiem jak to powiedzieć :c
- Kochanie.. Stało się coś?
-Tak.. Nie.. W pewnym sensie- patrzyłam mu w oczy, a po moim policzku popłynęła samotna łza
- To powiedz... I nie płacz- powiedział z wielką troską w głosie, więc ogarnęłam się
- Ołkeej. Dobra już.. Michał... Będziesz ojcem.. To już 3 miesiąc Misiek
Stał w ciszy i patrzył to na mnie, to na mój brzuch.. Odwrócił się, a w moich oczach ponownie pojawiły się łzy... Odszedł do chłopaków i jedyne co usłyszałam to.....

_________________________________________________________________________
Na dzisiaj to tyle.. Pojawiła się nowa zakładka- bohaterowie
Rozdział pisany na strasznie nudnej Edukacji Dla Bezpieczeństwa ;D

czytam= komentuje (to serio motywuje, a ja nie wiem ile z ok. 400 osób to serio czyta)                    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz