- Bo chodziło mi o to.. No nie wiem jak mam Ci to powiedzieć, bo ja nie spodziewałam sie tego. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, czuję się przy tobie dobrze i w ogóle. Nie chcę Cie ranić, ale jak na razie nie widze nas w roli pary..- własciwie to nie wiem dlaczego to powiedziałam. Z każdą chwilą bardziej się w nim zakochiwałam. Pokochałam go, ale nie potrafiłam mu tg powiedzieć, sama sb z tym nie radziłam, byłam na siebie wściekła, ze tak go potraktowałam.
On stał przez cały czas na przeciwko mnie, miał spuszczoną głowę. Podniósł wzrok, zauważyłam, że po jego lekko zarumienionych policzkach spływają łzy. Nie wiedziałam, że jest taki wrażliwy, że tak przeżyje to co mu powiedziałam.
Chciałam go przytulić (tak po przyjacielsku), ale on mnie odepchnął. Nie mogłam dłużej zostać u niego w domu, więc poszłam po swoją torbę i wyszłam.
Gdy byłam w domu i razem z Kamilem zjadłam obiad, on cały czas wypytywał mnie o imprezę z chłopakami. Na żadne pytanie nie dostał odpowiedzi, nie chciałam mu mówić o tym co zdarzyło się rano, ale też nie mogłam go okłamać.
Po 15 minutach smutna weszłam do mojego pokoju, usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać, jak dziecko, któremu zabrano lizaka... Postanowiłam napisać do Kurasia "Hej Bartek, jesteście jeszcze u Dzika?". Na odpowiedz długo nie czekałam. "Nie. Wyszliśmy zaraz po Tobie, bo zadzwonił Andrea, za kilka dni mamy mecz z Reprezentacją USA, więc kazał nam natychmiast się zebrać, bo czeka obok hali."
Zdziwiło mnie to, bo w planach nie mieli przecież żadnego meczu, ale skoro "kołcz" Andrea kazał im jechać to spoko. Juz nie chciałam odpisywać, to poszłam spać i tak właśnie przespałam calusieńki dzień...
Następnego dnia obudziłam sie dość wcześnie. Roztrzepana poszłam do salonu i włączyłam telewizor (leciały wiadomości...). To co tam zobaczyłam i usłyszałam... Nie mogłam tego pojąć. "Autokar Reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn prawdopodobnie zderzył się z tirem wyprzedzającym z prędkością ponad 100 km/h. Kierowca oraz trzech siatkarzy: Damian Wojtaszek, Dawid Konarski oraz Łukasz Wiśniewski zginęli na miejscu. Reszta siatkarzy wraz z trenerem zostali przewiezieni do szpitala. Jedynym, który miał siłę aby zostać na miejscu wypadku jest Bartosz Kurek.. Lecz nie jest w stanie aby opowiedziec co się dokładnie wydarzyło..." Gdy to usłyszałam nie wiedziałam co ze sb zrobić, spanikowałam... Tak szybko jak tylko potrafiłam pobiegłam do swojego pokoju po telefon i od razu wybrałam numer do Kurka... Jeden sygnał... drugi sygnał.... trzeci... OMG niech on odbierze ten cholerny telefon...
- Halo? Marika?- usłyszałam jego głos
- Nie, Obama- próbowałam rozluźnic atmosferę, ale to bez sensu-... Kuraś co sie stało?? gdzie są chłopcy?? Nic się Orzełkom nie stało?? A własnie przykro mi z powodu Damiana, Dawida i Łukasza...
- Potem Ci opowiem co sie stało, a chłopaków przewieźli do szpitala w centrum Bełchatowa...- powiedział zdyszany Bartek, a ja nawet nie dałam mu skończyć, po prostu sie rozłączyłam...
- Kamil!!!!- krzyknęłam mało nie zabijając sie na schodach, ale on nie słyszał, choc na bank był w domu- Kamil no!!!!!!!
- Co sie tak drzesz??
- Nie słyszałeś o tym. Autokar Reprezentacji miał wypadek, trzech nie żyje a reszta w szpitalu... Szybko jedziemy do szpitala w centrum
- Okej, to szybko
Wybieglismy z domu, mało nie łamiąc nóg. Kamil zrozumiał co się stało, bo w wiadomościach (kolejnych :c ) o tym mówili, więc przyśpieszył. Po kilku minutach byliśmy przed szpitalem... Na samym końcu dłuuuugiego korytarza zobaczyłam Bartka... Pobiegłam do niego i o wszystkim mi powiedział... Odwróciłam się, zeby nie widział, że aż tak płaczę (płaczę... ja ryczałam jakby mi ktoś ręce łamał). Przez szybę, która była na przeciwko mnie zobaczyłam Kubiaka... lekarze reanimowali go i nagle wszyscy stanęli, spojrzeli na niego, a potem na ekran... Wyszli i powiedzieli, że go straciliśmy i tylko cud sprawi, że nagle ożyje. Tsssaaa odżyje, to nie bajka...- myślałam, ale jednak z głebi duszy miałam nadzieję, że znowu będę mogła z nim rozmawiać.
- Moge tam wejść?- zapytałam cicho, po czym wskazałam na pokój w którym leżał Misiek...
- Tak, ale nie na długo- odrzekł jeden z lekarzy
Weszłam powoli, usiadłam na krześle, które stało obok szpitalnego łóżka..
- Michał- powiedziałam niepewnie, łkając- Michał ja nie wiem dlaczego Cię odrzuciłam... Sama nie wiedziałam dlaczego Ci odmówiłam...- przerwałam na chwilę, lecz zaraz kontynuowałam- to co powiedziałam nie zraniło tylko Ciebie... mnie także... Miśku kocham Cię
Właśnie straciłam Michała, na zawsze. Dopiero dzięki niemu i siatkówce moje życie nabrało kolorów, ale skoro go straciłam to przestanę grać w siatkę. Moje życie właśnie straciło sens....
Pomyślałam na odchodnym i wychodziłam z sali spoglądając na niego. Łzy ponownie błyskawicznie napłynęły mi do oczu..
Powiedziałam chłopakom, że idę to toalety sie trochę ogarnąć... Więc poszłam, ale na pewno nie sie ogarnąć.
Weszłam do pomieszczenia i szybko zbiłam lustro, które znajdowało się najbliżej mnie. Podniosłam z podłogi jeden z kawałków szkła i przejechałam po żyłach lewej ręki... Zrobiło mi się słabo, a po chwili także ciemno.
*****
Oczami Bartka
Kurde gdzie ona jest? Miała sie tylko ogarnąć i szybko do nas wracać, a jej nie ma już tyle czasu. Idę to natychmiast sprawdzić...
Szybko poszedłem do jedynej łazienki na piętrze. A po otwarciu drzwi zobaczyłem.... zobaczyłem Marikę. Leżała na podłodze w kałuży krwi.
- Prze Pani!!! Pani pielęgniarko!! Doktorze!! Pomocy!!- zawołałem ile sił w płucach, a po chwili przybiegła pielęgniarka razem z doktorem.
Nic im nie powiedziałem, tylko zaprowadziłem do łazienki. Doktor gdy zobaczył dziewczynę, którą nie dawno wpuścił do Kubiaka, już wszystko wiedział. Kazał pielęgniarce pobiec jak najszybciej po 'ratowników', tak zrobiła.
- Ja wiem, dlaczego ona to zrobiła- powiedział zdecydowanym głosem
- Serio?? To niech Pan mówi- odpowiedziałem z lekkim niedowierzaniem
- To dlatego że zobaczyła, że on nie żyje. Pewnie go kochała, skoro chciała popełnić samobójstwo
Nic nie odpowiedziałem na te słowa, nawet nie było jak, bo wpadła pielęgniarka razem z 'ratownikami' i zabrali Marikę na jakąś salę. Nie wiedziałem na jaką, bo całkiem się wyłączyłem, to była moja przyjaciółka, więc byłem baaardzo zszokowany.
Gdy już wszystko było pod kontrolom, wszedłem no niej do pokoiku i mówiłem ciągiem
- Marika nie umieraj... Słyszysz mnie prawda?.. No nic mam na dzieję, że tak. Nie możesz umrzeć, wiem, że kochasz Kubiaka i wiem, ze on kocha Ciebie. Tak mówię o nim w czasie teraźniejszym, bo.. nwm co zrobiłaś, ale jego serce znów pracuje tak jak powinno.....- mówiłem spokojnie, lecz zaraz wybuchłem- Marika do cholery! On żyje!!
Jej ręka się ruszyła, usłyszałem cięzki oddech, a po 10 minutach ujrzałem jej wielkie brązowe oczy.
- Marika... Teraz słyszysz prawda?
- Yhym- ledwo wydusiła z siebie tą krótka odpowiedź, a ja kontynuowałem dalej
- Słuchaj, Misiek żyje.....
__________________________________________________________
Dobra jak na razie tylko tyle, bo za bardzo weny nie mam i troche namieszane tu, ale trudno... troche dramatyzmu też jest :D
środa, 20 marca 2013
wtorek, 19 marca 2013
Rozdział pierwszy
Jak powiedział Michał zaczęliśmy imprezkę, choć za bardzo to nie przypominało jakiejkolwiek impry. Na początku atmosfera była napięta, nie gadaliśmy, nie piliśmy...
- Komu polać??- przerywając niezręczna ciszę, powiedział Igła
- Dobra polewaj Igła!- jako jedyna 'zgłosiłam się' do picia
- No to chlup!- uradowany Ignaczak szybko powiedział po czym wyżłopał kieliszek wódki, ja zrobiłam tak samo
- Łohoho nie tak ostro!!!- krzyknął Zibi
Wstałam, podeszłam do szafki z płytami DVD, przeszukałam całą, pod koniec moich poszukiwań znalazłam jedną z moich ulubionych komedii "Francuzki Numer". Od razu włączyłam, chłopcy protestowali, ale gdy zobaczyli pierwszą scenę filmu ucichli i zajęli sie oglądaniem.
Igła jak zwykle zamiast oglądać film, cały czas pytał komu polać -_- Ale przynajmniej wieczór sie rozkręcił. Nie wiem czemu, ale cały czas siedziałam na podłodze, przed telewizorem. Zrobiło mi się nie wygodnie i poszłam usiąść na kanapie, wolne miejsce było tylko obok Dzika, więc tam właśnie usiadłam. Byłam nieźle upita, ale ze wszystkich jednak najbardziej trzeźwa... kręciło mi się w głowie, a gdy tak siedziałam przy Michale, poczułam się jakby obok mnie siedział Kamil. Położyłam się na jego kolanach, poczułam tylko jak kładzie rękę na mojej głowie i zaczyna gładzic moje włosy. Nie wiem kiedy usnęłam mu na kolanach. Obudziłam sie o 3.00 w nocy, a Dzika nigdzie nie było.
Chciało mi się pić więc wyczołgałam się z kanapy i ruszyłam w stronę kuchni. Zobaczyłam, ze w łazience świeci sie światło, weszłam do niej i zobaczyłam sylwetkę Kubiaka, który schyla się nad toaletą. Szybko do niego podeszłam i dotknęłam jedną ręka jego czoła, a drugą objęłam jego klatkę piersiową, co sprawiło, że tak jakby przytuliłam jego półnagie ciało.
Zmęczony Dziku usiadł pod ścianą
- Ja nie dam rady... Marika, kręci mi sie w głowie, umieram- ledwo powiedział te słowa i spojrzał prostu w moje oczy. Jego cudne oczy wpatrywały się w moje. Dopiero po małej chwili dotarło do mnie co on przed chwilą powiedział
- Okej. Dziku, poczekaj tu na mnie chwileczkę, przyniosę Ci jakąś bluzę, bo jestes strasznie zimny i szklankę wody- on tylko pokiwał głową na znak, że zrozumiał, a ja szybko pobiegłam do jego pokoju po bluzę, a potem do kuchni po szklanke wody.
Weszłam z powrotem do łazienki, a on nadal siedział pod ścianą, podeszłam do niego i pomogłam założyc mu bluzę, a potem podałam mu wodę, z bólem wypił całą.
Pomogłam mu wstać i ruszyliśmy korytarzem, on kierował się w stronę kanapy, a ja pociągnęłam go za rękę i zaprowadziłam do jego własnej sypialni, która tymczasowo oddał mi. Stanęliśmy przed łóżkiem, a on zapytał
- A ty gdzie będziesz spała?
Spojrzałam na niego, a potem wskazałam na to samo łóżko, na które patrzył Michał. Podeszliśmy do łóżka, pomogłam mu sie położyć, a potem poszłam po miskę, tak w razie czego jakby Misiek miał zamiar zwracać :)
Poprosił mnie żebym odłożyła jego bluzę do szafy, bo zrobiło mu się zbyt gorąco, podeszłam wzięłam bluzę, poskładałam i odłożyłam do szafy. Po czym poszłam się w końcu położyć, w głębi duszy cieszyłam się, że moge sie położyć w jedyn łóżku z Michałem Kubiakiem, może to dla tg, że jest siatkarzem albo po prostu zdążyłam się w nim zakochać, nie wiedziałam tego.
Leżałam tak i rozmyślałam nad tym czy czasem ja go nie kocham...
- Marika, śpisz?- powiedział bardzo ciszo Dziku
- Nie, a co?- odpowiedziałam półgłosem, uśmiechając sie do siebie
- A mogłabyś mnie przytulić?- nieśmiało zapytał
Myślałam, że zaraz wstanę i zaczne skakać ze szczęścia, ale z moim słynnym "poker face'em" przysunęłam się do niego i wtuliłam w jego nagi tors, on objął mnie swoim ramieniem.
Obudziłam się.. Ja i Dziku nadal byliśmy w siebie wtuleni...
- Marika, muszę Ci cos powiedzieć- wydukał zaspany Misiek
- Mów śmiało, wiesz, że mi możesz powiedzieć absolutnie wszystko- uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam prostu w oczy
- No bo ja chciałem Ci powiedzieć..- zaciął się Michałek, ale zaraz kontynuował- bo ja Cię... dobra po prostu to powiem. Zakochałem się w tb. Kocham Cię- delikatnym głosem wyszeptał mi do ucha
- Ojeju... Serio??- zapytałam, by sie upewnić
- No tak, nie jestem już pijany, mówię najszczerszą prawdę. Nigdy bym Cie nie okłamal
- Ołkeeej. Pierwszy raz słyszę coś takiego.. To miłe, ale ja nie wiem czy jestem gotowa, aby po zerwaniu znowu sie wiązać- powiedziałam ze smutną miną
- Okej nie ma sprawy, widać za krótko się znamy- rzucił misiek szybko wychodząc z pokoju
- Nie poczekaj!! Nie o to mi chodziło! Michał!- wybiegłam za nim i krzyczałam
Odwrócił się, stanęliśmy twarzą w twarz. Nie wiedziałam czy powiedziec mu prawdę, ale nie miałam serca żeby skłamać...
- Bo chodziło mi o to.. No nie wiem jak mam Ci to powiedzieć, bo ja....
________________________________________________________________
Huehuehuehue.. Ciekawe co Marika powie Michałowi... Co z chłopakami, którzy się tak upili, że nie słyszeli krzyków Mariki...
Mam nadzieję, że za bardzo nie przynudzam :D
Prolog
Pewnego dnia obudziłam się i nie wiedziałam gdzie jestem, zleciało trochę czasu zanim ogarnęłam, że jestem we własnym pokoju <mój nieogar> Spojrzałam na zegarek, była 8.50, miałam dużo czasu, żeby przygotować się do meczu Skry Bełchatów - Assesco Resovia Rzeszów. Trochę zaspana doczłapałam się do łazienki, wzięłam prysznic, umyłam zęby.. taka tam poranna toaleta. Wyszłam z łazienki w dresach, które musiałam założyć, bo nie miałam nic innego pod ręką. Zamiast do swojego pokoju, poszłam do kuchni, zorientowałam się w połowie drogi, że coś jest nie tak <hahaha>. Dobra.. Poszłam do kuchni, zjadłam musli i wypiłam sok pomarańczowy.Wyszłam z pomieszczenia i kierowałam sie schodami do swojego pokoju. Idąc na górę odwróciłam sie na chwilę (nawet nwm po co), potem zrobiło się ciemno i poczułam jeden wielki ból. To był mój brat- wielka ciamajda Kamil Stoch!
Nie zauważył mnie i zepchnął mnie ze schodów. Strasznie bolała mnie noga, Kamil stwierdził, że zabierze mnie do szpitala. Nie stawiałam większego oporu i pojechałam razem z nim. Doktor zrobił badania i okazało się, ze mam skręcona kostkę i trochę obity kręgosłup. Kostka od razu została zabandażowana, gdyż lekarz stwierdził, że to wystarczy, a jeśli chodzi o kręgosłup to nie zrobił nic, bo nie było takiej potrzeby.
Dostałam zwolnienie z treningów siatkówki (grałam w Atom Trefl Sopot). Gdy jechaliśmy już do domu, dostałam pewnego sms-a, to od dyrektora Akademii Sportowej... "Z przykrością informuje Panią, że zostaje Pani wyrzucona z naszej Akademii, za obrazę grona pedagogów oraz nie uczęszczanie na zajęcia. Proszę jak najszybciej przyjechać po swoje rzeczy". Po przeczytaniu tg własnie sms-a zaczęłam płakać, na szczęście mój brat tg nie zauważył.
Dojechaliśmy do domu, Kamil pomógł mi wysiąść z samochodu i zaprowadził mnie do salonu.
- Ej a może by tak zostać w domu co?- zapytał nieśmiało Kamil
- Nie mowy nie ma, jedziemy- zaczęłam krzyczeć
- Okej okej, ale nie krzycz
- Ale jedziemy i nie ma dyskusji, jasne?!
- Oki. A teraz idź odpocznij itp itd
Bez słowa, powoli doszłam do pokoju, usiadłam przed lustrem i myślałam... o wszystkim.. o Akademii, o Kamilu, o meczu.. o wszystkim. Postanowiłam wziąć się za przygotowania do meczu. Zrobiłam sb lekki makijaż, wzięłam ubrania i poszłam do łazienki się przebrać. Założyłam żółte rurki, koszulkę Skry i czarne botki. Makijaż- jest, ubiór- też jest... Została tylko fryzurka, nie chciało mi się robić jakiejś nie wiadomo jakiej oszałamiającej fryzury, więc postawiłam na zwyczajnie rozpuszczone włosy. Spojrzałam na zegar i co ja widze, jest 14.00, a o 14.45 siatkarze wychodza na rozgrzewkę. Szybo chwyciłam szalik Skry i jakoś próbowałam biec do salonu
- Kamil!! Już 14, musimy jechać, bo spóźnimy się na rozgrzewkę!!- darłam się w niebo głosy
- Dziewczyno! Ogarnij się, bo jeszcze drugą kostke skręcisz!- powiedział roześmiany Kamil
- Oj przestań. Po prostu chcę już jechać na ten mecz. Bo miałam zamiar pogadać z Zatorskim
- Eeee, no spoko, to choć!- krzyknął Kamil siedzący już w samochodzie (nie wiem jak on to zrobił :D )
Byliśmy już w połowie drogi, gdy zaczęła denerwować mnie ta cisza..
- Ej młoda, a co do tej 'rozmowy' w domu.. To ty znasz Zatorskiego?!- zapytał trochę nieśmiało, lecz z niedowierzaniem mój brat
- Tak znam go, przyjeżdżał do mnie na uczelnię pomagać na zajęciach, a co??
- Nie nic, tak tylko pytam, bo nie mówił, że Cię zna
- Oj bo ja poprosiłam go żeby nic Ci nie mówił o naszej znajomości- powiedziałam po czym zasłoniłam się ręką i odwróciłam z stronę okna
- Dobra nie wnikam w tą sprawę. Fajnie, że go znasz
- Nooo. A po za tym wiele razy z nim piłam hahha
- Marika!! Ty masz dopiero 20 lat, to raczej za wcześnie na picie!!!- powiedział oburzony Kamil
- No właśnie 20 a nie 12, osiemnastka już dawno za mną, więc mogę- powiedziałam dumna z siebie
Kamil ucichł, więc ja powstrzymałam swój smiech. W takiej ciszy dojechalismy na miejsce, było dużo ludzi na parkingu...
Niepewnie wyszłam z samochodu i kuśtykając ruszyłam w stronę wejścia na halę.
Otwierając drzwi spojrzałam się za sb, na Kamila. Dziwnie się zachowywał, chyba panikował.
- Kamil, co Ci jest? Coś ty taki nieogarnięty?- zapytałam ze śmiechem
- O mój Boże!! Nie strasz mnie! Ja Cie tu szukam, a ty sb spokojnie stoisz i się śmiejesz!!
- No sorki- powiedziałam przytulając go gdy podszedł- ale dobra, starczy tej czułości, chodźmy już, bo za 10 minut chłopcy wychodzą z szatni.
Roześmiani wpadliśmy na halę, gdzie było bardzo dużo ludzi, zajęliśmy swoje miejsca, blisko boiska.
Po 15 minutach gra się rozpoczęła... Niestety pierwszego seta wygrali Resoviacy. W drugim nie było już tak łatwo Skrzaty wzięli się za grę, dobrze blokowali Resoviaków. Skra wygrała drugiego seta. W trzecim Skrzaty się rozbudzili i grali wyśmienicie.. Ten set także należał do nich. W ostatnim już tak łatwo nie było, walka była zacięta, Resoviacy próbowali nadrabiać zaległości. Ostatnia przerwa, jest 20 : 24 dla Skry. Na zagrywkę wchodzi Zatorski. Podrzuca piłkę i uderza z wielka siła. Zatorskiiiii As serwisowy !!!
Cieszyłam się jak małe dziecko, lecz brawa należą się również Resoviakom za walkę...
Po skończonym spotkaniu, ludzie zaczęli się rozchodzić, poczekałam aż przynajmniej połowa wyjdzie, żeby móc dostać sie do siatkarzy.
Po 10 minutach sala była już prawie pusta, zostali tylko siatkarze Resovii i Skry. Podeszłam powoli do barierki. Zati mnie zauważył i szybko podbiegł
- Marika, hej, jak my się dawno nie widzieliśmy. Urosłaś- mówił roześmiany Zatorski, przytulając mnie mocno.
Puścił mnie i odszedł do chłopaków, którzy gadali jak najęci
- Chłopcyyyyy- krzyknął najgłośniej jak się dało Zati- Musze wam przedstawić pewną dziewczynę, to dzięki niej gram tak dobrze!- gdy Paweł mówił tak do chłopaków, ja weszłam na boisko i oparłam się plecami o barierkę. Odwrócił się i zaczął krzyczeć:
- O matko!! Marika!!! Czemu nic nie mówiłaś, że masz coś z nogą???!!! Nie zostawił bym Cię tak gdybyś powiedziała!!!.- gdy juz sb tak pokrzyczał, podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce, a postawił tuż przed Winiarskim, Ignaczakiem oraz Kurkiem, Bartmanem, Kubiakiem i Możdżonkiem (którzy przyszli kibicować kolegom). Przyglądali mi się uważnie, uśmiechnęłam się do nich lekko, a oni odwzajemnili uśmiech, trochę dziwnie to wyglądało, bo wszyscy na raz sie uśmiechnęli :) Sytuacja była trochę nerwowa, nikt się nie odzywał...
- No dobra sprawa jest taka- zaczął Zati- dzisiaj o 20 idziemy na imprezę- 'popijawkę' do Kubiaka...
- Ej ja mam bardzo fajna ksywę, więc jej używaj- wtrącił roześmiany Kubiaczek
- Okeeeej. To idziemy na imprezę do Dzika- Paweł spojrzał na Kubiaczka, a tamten tylko się wyszczerzył pokazując szereg białych zębów- i wiesz chcieliśmy żebyście ty i Kamil też byli. Bo bez was impreza to nie impreza tylko stypa haha
- Stary ja nie wiem czy będę, bo muszę trenować skoki- powiedział mój 26- letni braciszek
- Ja też nie wiem, bo Kamil nie jest zadowolony gdy piję z Wami i z kimkolwiek, więc...
- Okeeeej. Kamil!- przerwał mi w pół zdania Zagumny, który wkręcił się do rozmowy- Ty masz trening więc nie możesz, ale pozwól młodej iść, wiesz, przecież, że ona jest rozsądna, a my przecież nic jej nie zrobimy.
W głębi duszy dziękowałam Zagumnemu za to co powiedział, bo chciałam iść i poznac się z siatkarzami obu klubów i ich znajomymi z innych. Kamil myślał dokładnie 5 minut, po czym powiedział, że się zgadza i że ja moge iść.
Uradowana wyszłam z budynku, już nie myślałam o skręconej kostce... o Akademii, Całą droge sms-owałam z Bartkiem Kurkiem, bo on wyciągnął mój numer od Zatiego.
Ani na chwilę nie odrywałam wzroku od swojego telefonu, przez co prawie wywróciłam się w wejściu do domu. Kamil tylko się ze mnie śmiał :) Gdy weszłam do pokoju padłam na łóżko i szybko zasnęłam.
Obudziłam się i szybko zerwałam się z łóżka, bo robiło się już ciemno, a ja nie wiedziałam, która godzina. Podniosłam fona z podłogi i widzę, że jest 19.20.
- No super, za 40 minut chłopcy zaczynają imprezkę, a ja co?! Taka nieogarnięta!!- krzyknęłam, a po chwili przyszedł mój brat
- Słyszałem jak wrzeszczałaś, więc ubieraj się i Cie zawiozę do Dzika jak chcesz
- Tak tak, juz się ubieram i dzięki- powiedziałam przytulając sie do niego.
Wyszedł z pokoju a ja stanęłam przed szafą i patrzyłam w nią myśląc, że coś rzuci mi się w oczy, ale nic, musiałam szukać. Wyjęłam nagle turkusową sukienkę z koronkami, przed kolano. Szybko ją włożyłam i ubrałam do niej kremowe converse, uczesałam się i byłam juz gotowa. Zeszłam do Kamila i od razu pojechaliśmy do Michała. Wyszłam z samochodu, Kamil juz odjechał. Wyjęłam telefon z torebki i zadzwoniłam do Bartka
- No hej, jestem niedaleko bloku Dzika, wyjdź po mnie, bo sie trochę boje tej ciemnej uliczki
- Ołkej juz wychodzę- powiedział Kuraś, po czym sie rozłączył
Po 5 minutach byłam już u Dzika w mieszkaniu, dość przytulnie. Na początku Bartuś zapoznał mnie ze wszystkimi, nie mógł tylko znaleźć Kubiaczka
- Stary tu jesteś. Chce Ci przedstawić młoda damę. Oto Marika Stoch- powiedział dumny i roześmiany Kuraś, gdy weszliśmy do pokoju Kubiaka
- Miło poznać!- rzucił, po czym podszedł i mocno mnie uściskał- no to co?! imprezkę czas zacząć!!
_________________________________________________________________________
Ok, początek mam już za sobą. Dopiero zaczynam, więc może być na początku trochę nudno :D
poniedziałek, 18 marca 2013
Mój pierwszy post :P
Siemaaaaa :D
Mam nadzieję, że będzie fajnie. Dopiero zaczynam pisać, więc jak na razie prosze bez hejtów :P :D
Mam nadzieję, że będzie fajnie. Dopiero zaczynam pisać, więc jak na razie prosze bez hejtów :P :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)