środa, 20 marca 2013

Rozdział drugi

- Bo chodziło mi o to.. No nie wiem jak mam Ci to powiedzieć, bo ja nie spodziewałam sie tego. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, czuję się przy tobie dobrze i w ogóle. Nie chcę Cie ranić, ale jak na razie nie widze nas w roli pary..- własciwie to nie wiem dlaczego to powiedziałam. Z każdą chwilą bardziej się w nim zakochiwałam. Pokochałam go, ale nie potrafiłam mu tg powiedzieć, sama sb z tym nie radziłam, byłam na siebie wściekła, ze tak go potraktowałam.
On stał przez cały czas na przeciwko mnie, miał spuszczoną głowę. Podniósł wzrok, zauważyłam, że po jego lekko zarumienionych policzkach spływają łzy. Nie wiedziałam, że jest taki wrażliwy, że tak przeżyje to co mu powiedziałam.
Chciałam go przytulić (tak po przyjacielsku), ale on mnie odepchnął. Nie mogłam dłużej zostać u niego w domu, więc poszłam po swoją torbę i wyszłam.
Gdy byłam w domu i razem z Kamilem zjadłam obiad, on cały czas wypytywał mnie o imprezę z chłopakami. Na żadne pytanie nie dostał odpowiedzi, nie chciałam mu mówić o tym co zdarzyło się rano, ale też nie mogłam go okłamać.
Po 15 minutach smutna weszłam do mojego pokoju, usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać, jak dziecko, któremu zabrano lizaka... Postanowiłam napisać do Kurasia "Hej Bartek, jesteście jeszcze u Dzika?". Na odpowiedz długo nie czekałam. "Nie. Wyszliśmy zaraz po Tobie, bo zadzwonił Andrea, za kilka dni mamy mecz z Reprezentacją USA, więc kazał nam natychmiast się zebrać, bo czeka obok hali."
Zdziwiło mnie to, bo w planach nie mieli przecież żadnego meczu, ale skoro "kołcz" Andrea kazał im jechać to spoko. Juz nie chciałam odpisywać, to poszłam spać i tak właśnie przespałam calusieńki dzień...
Następnego dnia obudziłam sie dość wcześnie. Roztrzepana poszłam do salonu i włączyłam telewizor (leciały wiadomości...). To co tam zobaczyłam i usłyszałam... Nie mogłam tego pojąć. "Autokar Reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn prawdopodobnie zderzył się z tirem wyprzedzającym z prędkością ponad 100 km/h. Kierowca oraz trzech siatkarzy: Damian Wojtaszek, Dawid Konarski oraz Łukasz Wiśniewski zginęli na miejscu. Reszta siatkarzy wraz z trenerem zostali przewiezieni do szpitala. Jedynym, który miał siłę aby zostać na miejscu wypadku jest Bartosz Kurek.. Lecz nie jest w stanie aby opowiedziec co się dokładnie wydarzyło..." Gdy to usłyszałam nie wiedziałam co ze sb zrobić, spanikowałam... Tak szybko jak tylko potrafiłam pobiegłam do swojego pokoju po telefon i od razu wybrałam numer do Kurka... Jeden sygnał... drugi sygnał.... trzeci... OMG niech on odbierze ten cholerny telefon...
- Halo? Marika?- usłyszałam jego głos
- Nie, Obama- próbowałam rozluźnic atmosferę, ale to bez sensu-... Kuraś co sie stało?? gdzie są chłopcy?? Nic się Orzełkom nie stało?? A własnie przykro mi z powodu Damiana, Dawida i Łukasza...
- Potem Ci opowiem co sie stało, a chłopaków przewieźli do szpitala w centrum Bełchatowa...- powiedział zdyszany Bartek, a ja nawet nie dałam mu skończyć, po prostu sie rozłączyłam...
- Kamil!!!!- krzyknęłam mało nie zabijając sie na schodach, ale on nie słyszał, choc na bank był w domu- Kamil no!!!!!!!
- Co sie tak drzesz??
- Nie słyszałeś o tym. Autokar Reprezentacji miał wypadek, trzech nie żyje a reszta w szpitalu... Szybko jedziemy do szpitala w centrum
- Okej, to szybko
Wybieglismy z domu, mało nie łamiąc nóg. Kamil zrozumiał co się stało, bo w wiadomościach (kolejnych :c ) o tym mówili, więc przyśpieszył. Po kilku minutach byliśmy przed szpitalem... Na samym końcu dłuuuugiego korytarza zobaczyłam Bartka... Pobiegłam do niego i o wszystkim mi powiedział... Odwróciłam się, zeby nie widział, że aż tak płaczę (płaczę... ja ryczałam jakby mi ktoś ręce łamał). Przez szybę, która była na przeciwko mnie zobaczyłam Kubiaka... lekarze reanimowali go i nagle wszyscy stanęli, spojrzeli na niego, a potem na ekran... Wyszli i powiedzieli, że go straciliśmy i tylko cud sprawi, że nagle ożyje. Tsssaaa odżyje, to nie bajka...- myślałam, ale jednak z głebi duszy miałam nadzieję, że znowu będę mogła z nim rozmawiać.
- Moge tam wejść?- zapytałam cicho, po czym wskazałam na pokój w którym leżał Misiek...
- Tak, ale nie na długo- odrzekł jeden z lekarzy
Weszłam powoli, usiadłam na krześle, które stało obok szpitalnego łóżka..
- Michał- powiedziałam niepewnie, łkając- Michał ja nie wiem dlaczego Cię odrzuciłam... Sama nie wiedziałam dlaczego Ci odmówiłam...- przerwałam na chwilę, lecz zaraz kontynuowałam- to co powiedziałam nie zraniło tylko Ciebie... mnie także... Miśku kocham Cię

Właśnie straciłam Michała, na zawsze. Dopiero dzięki niemu i siatkówce moje życie nabrało kolorów, ale skoro go straciłam to przestanę grać w siatkę. Moje życie właśnie straciło sens....

Pomyślałam na odchodnym i wychodziłam z sali spoglądając na niego. Łzy ponownie błyskawicznie napłynęły mi do oczu..
Powiedziałam chłopakom, że idę to toalety sie trochę ogarnąć... Więc poszłam, ale na pewno nie sie ogarnąć.
Weszłam do pomieszczenia i szybko zbiłam lustro, które znajdowało się najbliżej mnie. Podniosłam z podłogi jeden z kawałków szkła i przejechałam po żyłach lewej ręki... Zrobiło mi się słabo, a po chwili także ciemno.


                                                                             *****
                                                                       Oczami Bartka

Kurde gdzie ona jest? Miała sie tylko ogarnąć i szybko do nas wracać, a jej nie ma już tyle czasu. Idę to natychmiast sprawdzić...

Szybko poszedłem do jedynej łazienki na piętrze. A po otwarciu drzwi zobaczyłem.... zobaczyłem Marikę. Leżała na podłodze w kałuży krwi.
- Prze Pani!!! Pani pielęgniarko!! Doktorze!! Pomocy!!- zawołałem ile sił w płucach, a po chwili przybiegła pielęgniarka razem z doktorem.
Nic im nie powiedziałem, tylko zaprowadziłem do łazienki. Doktor gdy zobaczył dziewczynę, którą nie dawno wpuścił do Kubiaka, już wszystko wiedział. Kazał pielęgniarce pobiec jak najszybciej po 'ratowników', tak zrobiła.
- Ja wiem, dlaczego ona to zrobiła- powiedział zdecydowanym głosem
- Serio?? To niech Pan mówi- odpowiedziałem z lekkim niedowierzaniem
- To dlatego że zobaczyła, że on nie żyje. Pewnie go kochała, skoro chciała popełnić samobójstwo
Nic nie odpowiedziałem na te słowa, nawet nie było jak, bo wpadła pielęgniarka razem z 'ratownikami' i zabrali Marikę na jakąś salę. Nie wiedziałem na jaką, bo całkiem się wyłączyłem, to była moja przyjaciółka, więc byłem baaardzo zszokowany.
Gdy już wszystko było pod kontrolom, wszedłem no niej do pokoiku i mówiłem ciągiem
- Marika nie umieraj... Słyszysz mnie prawda?.. No nic mam na dzieję, że tak. Nie możesz umrzeć, wiem, że kochasz Kubiaka i wiem, ze on kocha Ciebie. Tak mówię o nim w czasie teraźniejszym, bo.. nwm co zrobiłaś, ale jego serce znów pracuje tak jak powinno.....- mówiłem spokojnie, lecz zaraz wybuchłem- Marika do cholery! On żyje!!
Jej ręka się ruszyła, usłyszałem cięzki oddech, a po 10 minutach ujrzałem jej wielkie brązowe oczy.
- Marika... Teraz słyszysz prawda?
- Yhym- ledwo wydusiła z siebie tą krótka odpowiedź, a ja kontynuowałem dalej
- Słuchaj, Misiek żyje.....

__________________________________________________________
Dobra jak na razie tylko tyle, bo za bardzo weny nie mam i troche namieszane tu, ale trudno... troche dramatyzmu też jest :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz