sobota, 6 lipca 2013

Rozdział trzynasty

Wtuliłam sie w niego, a on objął mnie swoimi wielkimi łapami w talii. Było mi dobrze w jego ramionach, byłam bezpieczna...
-A kiedy zdążymy zorganizować wszystko związane ze ślubem i w ogóle?- zapytałam nagle, sama się sobie dziwiąc
- Zdążymy ze wszystkim, a ślub może w przyszłym miesiącu?- zapytał z nadzieją
- Mi pasi. A czemu tak szybko?- uśmiechnęłam się
- Bo jak najszybciej chcę cię mieć jako żonę- uśmiechnął się zniewalająco...
- Miło- zrobiło mi się cieplej na sercu i wtuliłam się w niego jeszcze bardziej
- Mamuś! Mamuś!- usłyszałam głos Matta
                  Przecież mieli siedzieć w domu do jasnej anielki!
Oderwałam się od Miśka i odwróciłam w stronę miejsca z którego wołał maluch..
Ujrzałam mojego synka biegnącego z naszą stronę oraz Ashley z wózkiem.
- Ash! Czy ja ci kur.... de mać nie mówiłam, że masz z nimi zostać w domu?!- wrzasnęłam gdy stanęli obok nas
- Mamusiu nie ksyc na ciocie, bo ja chciałem na dwól- Matt pociągnął mnie za bluzkę
- Dobrze synku- kucnęłam i pocałowałam małego w czółko, lecz szybko się wyprostowałam i podeszłam do przyjaciółki- Kurde Ashley przepraszam cię bardzo, ale po prostu, no zdenerwowałam się widząc was tu, a mówiłam żebyście nie wychodzili
- Dobra nie ma sprawy... Przecież wiesz Marika, że się nie gniewam...-uśmiechnęła się serdecznie

                     *** dwa miesiące później ***

Mój ślub z Michałem miał się odbyć w zeszłym miesiącu, ale nie było terminów wolnych w kościele, więc musieliśmy czekać do września 2013...
Moja mama przyjechała specjalnie tydzień przed ślubem, żeby pomóc w końcowych przygotowaniach osobiście, a nie tak jak wcześniej - przez telefon, ewentualnie przez skype..
Obudziłam się dzisiaj o 10.00 w ramionach Miśka i nie zdziwiło mnie to, że nie jest na treningu, bo trener Anastasi sam go zwolnił, bo wie co to znaczy przygotowania przed ślubem... 
Po pół godzinie razem z Michałem jedliśmy jajecznicę, którą zrobiłam gdy po mnie brał prysznic..
- Pyszne było kotku- wstawił talerz do zmywarki, podszedł do mnie i pocałował w usta namiętnie. Zaśmiałam się tylko, a po chwili sama odstawiłam naczynie do urządzenia...
Oboje udaliśmy się do sypialni by się ubrać... Misiek założył na siebie zwykłe jasne jeansy i czarną koszulkę z jaskrawo-żółtym napisem "Nike", a ja w zestaw uszykowany przed śniadaniem.
Po 15 minutach przyjechała po mnie Ashley i pojechałyśmy kupić dla nas jakieś rzeczy na ślub...
Buszowałyśmy po galerii kilka godzin i w końcu wybrałyśmy dla mnie suknię i szpilki, a dla niej sukienkę i także szpilki.Bo w końcu musiała się jakoś prezentować jako moja świadkowa.

                        *** dzień ślubu ***

Obudziło mnie pukani do drzwi, więc powoli i z niechęcią zwlokłam się z łóżka. Wychodząc z pokoju luknęłam na zegarek, który wskazał godzinę 8.30...
                      Kurde! Zaspałam! No trudno, damy radę...
Za drzwiami wejściowymi stała wkurzona Ashley... Gdyby jeszcze para jej z uszu leciała to...Dobra do konkretów
- Długo tu czekasz?- wymamrotałam zaspana
- A no zauważ, że długo. Dziewczyno jak mogłaś zaspać?!- zbulwersowała się- To dzień twojego ślubu a ty co?- spojrzałam na nią dziwnie- No co się tak patrzysz? Do środka włazimy i się ubieramy, a nie.. Ja tu nawijam, a ty sobie śpisz na stojąco
Zaśmiałam się, a ona wzięła moją rękę i pociągnęła do sypialni. Zdziwiła się gdy obeszła całe mieszkanie i nie spotkała Kubiego.
- A gdzie Michała zgubiłaś?- zapytała wchodząc do pokoju
- Nocował u Kosoka, bo jego też trener zwolnił, bo będzie drużbą Miśka
Ona tylko odburknęła jakieś coś ,czego nie zrozumiałam za grosz.
 Chwyciłam bieliznę z szafki i ręcznik i popędziłam wziąć prysznic. Po 20 minutach byłam już świeża i pachnąca, więc popędziłam do sypialni, w której Ash rozłożyła swoją sukienkę jak jej kazałam i najpotrzebniejsze kosmetyki. Założyłam najpierw szpilki, żeby potem nie było kłopotów, a później z pomocą mojej przyjaciółki wbiłam się w suknię. Podkręciła mi włosy oraz wpięła welon i umalowała.
 Wyglądałam jak jakaś laleczka, nie mogłam wyjść z podziwu, że wyglądam tak ładnie. 
Później ja najpierw uczesałam Ashley a później wbiła się w swoją sukienkę i szpilki i ją pomalowałam.
Akurat skończyłyśmy zakładać biżuterię i do mieszkania wparował tata Michała, który ma nas zawieść i poprowadzić mnie do ołtarza.
Zabrałyśmy wszystko co potrzebne, czyli chyba nic :) 
Schodziliśmy powoli po schodach, by nie pobrudzić mojej sukni Ashley podniosła ją delikatnie.
Wychodząc z budynku uderzyła mnie ciepła fala wrześniowego powietrza, niebo było prawie bez chmurne i było na prawdę gorąco jak na wrzesień i godzinę 11.50.
Mój przyszły teść i przyjaciółka ledwo wepchnęli mnie do samochodu przez co cały czas się śmiałam. 
Stojąc już obok pana Jarka, przed kościołem, gdy za chwilę mieliśmy wchodzić do środka, dopadły mnie wątpliwości i niebywały strach... Nie mogłam się skupić, bałam się, strasznie się bałam co będzie po ślubie...
Chciałam zostać żoną Michała? ... Pewnie, że tak, ale miałam jednak wątpliwości czy będzie tak samo jak przedtem..
- Chodź- pociągnął mnie za rękę pan Jarek, ale ja ani drgnęłam. Podszedł do mnie i złapał za obie ręce- Wiem, że się boisz, ale będąc już tam, przy kimś kogo kochasz ten strach wyparuje, zamieni się na szczęście..
Nic nie powiedziałam, tylko się uśmiechnęłam. Byłam mu wdzięczna, nawet za takie zwykłe słowa, które usłyszałam z jego ust... Wolnym krokiem weszliśmy i gdy rozbrzmiał Marsz Mendelsona wszyscy się odwrócili i patrzyli na mnie, włącznie z Michałem.
Wyglądał cudnie w garniturze, spojrzeliśmy sobie w oczy i na naszych twarzach zagościły uśmiechy.
Idąc środkiem kościoła w stronę ołtarza dojrzałam Kamila i Ewę, która już płakała.
Stanęłam po chwili na przeciwko Miśka, a później nie kontrolowałam co się ze mną działo... Ocknęłam się dopiero na słowa Michała
- Ja Michał biorę Ciebie Mariko za żonę i ślubuję ci Miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.- uśmiechnął się szeroko, bo udało mu sie powtórzyć bezbłędnie po księdzu
- Ja Marika biorę Ciebie Michale za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość..eee- zapomniałam co było dalej i zapuściłam tak zwanego buraka ze wstydu, ale na szczęście poratowała mnie Ashley, a Michał uśmiechnął się pokrzepiająco- uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Ksiądz potem coś jeszcze gadał, ale nie słuchałam, bo zatonęłam w oczach Michała. Nim się spostrzegłam już mieliśmy ofiarować sobie obrączki, które Kosa oczywiście zapodział i musiał lecieć szybciutko do samochodu... Same wpadki :) Przyszedł po chwili i mogliśmy już zacząć tą część
-  Mariko przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego- założył mi obrączkę na palec, i po chwili ja trzymając drugą mówiłam:
- Michale przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i .. eemm Ducha Świętego- kolejna wpadka i kolejny zapuszczony burak w moim wykonaniu. Włożyłam obrączkę Michałowi.
- Możesz pocałować pannę młodą- powiedział ksiądz do Miśka. Ten nachylił się nade mną i wymruczał:
- Pani Kubiak, mogę?- nie odpowiedziałam, tylko oplotłam ręce na jego szyi i przyciągnęłam do siebie by złączyć nasze usta... Rozległy się głośne brawa i powoli ruszyliśmy do wyjścia.
Gdy tylko przekroczyliśmy próg zostaliśmy obsypani ryżem, grosikami i płatkami róż.
Wyzbieraliśmy pieniądze i po chwili wsiedliśmy do skromnie ozdobionego samochodu pana Jarka, a właściwie to teraz taty Jarka, który odtransportował nas na wielki przystrojony ogród, w którym odbyć miało się wesele.

___________________________________________________________________
Taki trochę długi wyszedł ten rozdział, ale to chyba dobrze no nie?? Mam nadzieję, że tak
Tak się trochę dziwnie czułam jak pisałam ten rozdział, bo zaczęłam pisać o 15.00 wczoraj a skończyłam o 23.30 (z przerwą na mecz, rzecz jasna), dzisiaj zaczęłam o 8.30 i skończyłam o 14.00. - MASAKRA
Nie wiedziałam co mam napisać. Męczyłam się z tym rozdziałem jak nigdy.
Następny rozdział to będzie chyba epilog i będzie długi bardzo. Zacznę pisać go dzisiaj wieczorem, a jutro przed meczem albo po jutrze powinien się pojawic :) 

3 komentarze:

  1. Jeżeli masz ochotę i czas to zapraszam na coś nowegohttp://nie-dusza-kocha-lecz-oczy.blogspot.com
    :)
    Pozdrawiam i przepraszam za SPAM, Maniek :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oks, wpadnę :)
      Dzięki i także pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Jak dla mnie bomba ! :)
    Zapraszam do mnie: http://nobody-sees-nobody-knows.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń