niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział dwunasty

- Kocham Cię i chcę zostać twoją żoną- podeszłam do niego, stanęłam na palcach i pocałowałam, co odwzajemnił... 
Co poczułam gdy się oświadczał? Może szczęście... Szczęście też, ale to był raczej strach.. Strach przed tym, że kiedyś dojdzie do rozwodu, że zaczniemy się częściej kłócić... Ale kocham go i mimo tego małego strachu, malutkiej części mnie, która mówiła "nie rób tego, nie zgadzaj się, nie będziesz potem cierpieć jeśli odmówisz" zgodziłam się...
- O czym tak myślisz?- zapytał Michał
- O niczym- odpowiedziałam krótko, okłamując go

                             *** miesiąc później***

Nasze relacje ochłodziły się, już nie zachowujemy się jak nastolatki zakochani po uszy, przynajmniej nie ja. 
Michał też zauważył, że nie jest tak jak wcześniej, próbował robić wszystko żeby tamto wróciło...
Zaczęliśmy się kłócić, z tego powodu, że jesteśmy narzeczonymi, ale nie ma między nami tego ciepła...
Kłótnie zdarzały się częściej, co niestety doprowadziło do tego, że gdy Michał był na treningu, ja zabrałam swoje rzeczy, dzieci i pojechałam do Kamila i Ewy.
Zajechałam pod dom cała zapłakana, roztrzęsiona... Moje serce mówiło co inengo niż rozum i nie mogłam zdecydować czy wysiąść z samochodu.
Siedząc tak nie zauważyłam, że przed dom wyszłam Ewa i mój brat.
Teraz nie było odwrotu skoro widzą, że już tu jestem. Wysiadłam z auta i od razu wtuliłam się w Ewę.
- Wejdziemy to pogadamy- szepnęła mi na ucho, ale zaraz wydarła się do Kamila- Weź dzieci do salonu i walizkę Mariki, a my idziemy pogadać!
- Tak jest szefowo- mruknął
Gdy tylko weszłyśmy do ich sypialni znów wtuliłam się w moją bratową i płakałam jak małe dziecko. Było mi źle, chciałam żeby ON tu był, przytulił mnie, żeby było jak dawniej... Gdy jestem daleko chcę żeby było jak kiedyś, a przy nim coś mnie blokuje...
- Chcesz się wygadać?- przerwała ciszę moja bratowa
- Yhym- pociągnęłam nosem
- To w takim razie słucham- usiadłyśmy na łóżku
- Miesiąc temu Michał mi się oświadczył, bałam się małżeństwa, ale go kochałam więc się zgodziłam. Nadal go kocham... Od tamtego czasu zaczęło się psuć, zaczęliśmy się kłócić, że ja nie jestem już taka jak kiedyś, że nie okazuję uczuć co do niego... Był na treningu, więc spakowałam się, wzięłam dzieci i przyjechałam do was...
- Mogłaś mu wytłumaczyć, że się boisz, a nie kłócić się i na dodatek wyjeżdżać!- podniosła głos, co mnie zdziwiło- Ja też się bałam małżeństwa, ale jesteśmy szczęśliwi jak nigdy w życiu!
- Czemu krzyczysz?- szepnęłam przez łzy
- Bo nie wierzę, że jesteś taka głupia, żeby robić się zimna w stosunku do osoby, która kocha cię nad życie, zrobi dla ciebie wszystko! Wracaj do niego i tłumacz mu czemu taka byłaś- tym razem uspokajała się
Przytuliłam się do niej, nadal płacząc cicho podziękowałam i poszłam po rzeczy oraz dzieci.
Wsadzałam maluchy w foteliki gdy usłyszałam głosik Matta
- Mamusiu, a cy ty płaces pses tatusia?
Uśmiechnęłam się do niego, bo co miałam powiedzieć "tak to przez tatę, bo chce wziąć ze mną ślub"? 
Teraz zdałam sobie sprawę jaką byłam idiotką... Byłam zimną suką, bo on chciał mieć mnie zawsze przy sobie jak żonę... Ja pierdole jaka debilka!! Teraz nie jestem już zła na siebie, teraz jestem po prostu wkurwiona. 
Jadąc szybko do naszego domu Mattew znowu się odezwał
- Bo ja mamusiu słysałem jak się z tatusiem kłócicie. Mam się maltwić?
- Nie kochanie, nie musisz się martwić mój małe mężczyzno- roześmiałam się
Po godzinie byłam już z powrotem w domu i na szczęście nie było Michała.
Zadzwoniłam po Ashley, bo akurat wynajęła mieszkanie dwa bloki od nas, czy mogłaby popilnować dzieci. Oczywiście jak to ona, zgodziła się od razu, za co byłam jej wdzięczna.
Przyszła po 5 minutach, a ja wyleciałam z mieszkania jak torpeda. 
Jechałam najszybciej jak się dało, na halę. Gdy na krzyżówce zapaliło się zielone światło, powoli się rozpędzałam, gdy jakiś baran zajechał mi drogę i obił samochód dość mocno.
Zatrzymałam się w bezpiecznym miejscu tak samo jak i on, wysiadłam z samochodu i zaczęłam się drzeć na tego faceta
- Czy ty baranie nie widziałeś, że masz czerwone!! Powinnam być teraz na hali, a zamiast tego stoję i wrzeszczę na jakiegoś idiotę!! 
- Może się pani uspokoić?- zapytał spokojnie. Znałam ten głos.. To był mój nauczyciel z liceum.. Ale wpadka.. Czułam jak rumienię się ze złości na siebie...
- Przepraszam pana, panie Flegl. Ale serio miał pan czerwone- spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem.
Ruszyłam do samochodu, chciał coś powiedzieć, ale rzuciłam tylko:
- Spieszę się. Nara!
Po 5 minutach byłam już pod halą i czekałam na NIEGO. Byłam zdenerwowana, nie wiedziałam czy on też nie pomyśli, że jestem głupia, bo się bałam.
W końcu z hali zaczęli wychodzić siatkarze.. Każdy tylko nie on -_- więc z niecierpliwością kręciłam się na siedzeniu w aucie.
Wyszedł w końcu, widać, że jest smutny.
Wysiadłam pospiesznie i szybkim krokiem podeszłam do niego.
Odwróciłam go do siebie i wspinając się na palce wpiłam w jego usta.
Oddawał każdy pocałunek i gdy zrobiliśmy przerwę na złapanie oddechu wyszeptałam:
- Przepraszam
- Za co? Za te kłótnie czy za to, że robiłaś wrażenie jakbyś mnie nie kochała?
Jego słowa zabolały.. Po policzkach popłynęły mi łzy
- Za wszystko. Ja się bałam małżeństwa. Boję się, że kiedyś dojdzie do rozwodu
- Przestań! Nigdy nie dojdzie do rozwodu. Kocham cię, jesteś cały moim życiem i nigdy bym cię nie zostawił
Wtuliłam sie w niego, a on objął mnie swoimi wielkimi łapami w talii. Było mi dobrze w jego ramionach, by łam bezpieczna...

____________________________________________________________________
Nie wiem czy jest trochę więcej uczuć opisanych i czy ktoś czuje po części to co bohater.. Ale historia Mariki robi się dla mnie za trudna i myślałam czy by jej nie zakończyć w następnym długim rozdziale...  :\

7 komentarzy:

  1. Jak dobrze,że Ewa wzięła i przemówiła dziewczynie,bo nie wiem co by się stało gdyby nie wróciła. :) A ten syneczek jej jest taki uroczy *-* Tak strasznie bałam się,że to będzie dużo gorszy wypadek. Na szczęście nic się nie stało :) Ale wtopa gdy okazało się,że to jej nauczyciel.

    Wiesz jak dla mnie możesz pisać i pisać i pisać,ale jeśli ty już nie czujesz i ciężko ci idzie pisanie to jaki ma za sens Robiena tego na siłę? Gdy wiesz,że musisz,a nie chcesz bo nie leży ci już ta historia. Tą decyzję pozostawiam tobie. Jak skończysz to trudno,ale bardzo polubiłam tą historię,a jak będziesz dalej pisać to super.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te miłe słowa... Jeśli coś mi zaświta, jakiś pomysł to będę pisać dalej :D
      Dziękuję i też pozdrawiam :)

      Usuń
  2. dobrze że tak się skończyło:)
    a bloga nie kończ! ;ccc
    siatkarskielovestory.blogspot.com
    zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się z tego powodu cieszę ;P
      No dobszszszsz... Nie skończę, ale rozdziały będą pojawiać się raczej rzadziej niż jak ustaliłam, bo muszę powoli przemyśleć każdą sytuację i pododawać emocje... więcej emocji... :)

      Usuń
  3. hahaha, świetny nick!! padłam ze śmiechu jak przeczytałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihihihi, to po tym meczu z Francją tak jakoś zmieniłam :P :D
      Dzięki, dzięki! :P

      Usuń
  4. Wchodzę na Twojego bloga i pierwsze wrażenie było bardzo miłe ;) Poprawiłaś kolorystykę bloga i czcionkę tak jak prosiłam i jest o niebo lepiej ;) Jestem bardzo mile zaskoczona ;) Wygląd bardzo przypadł mi do gustu.
    Nawiązując do tekstu znalazłam kilka małych wad. Nie wiem jak inni, ale ja nie lubię jak w opowiadaniach pojawiają się przekleństwa. W normalnym życiu sama ich używam, ale w opowiadaniu można je zastąpić innymi słowami, które będą lepsze. Gdy był wątek ze stłuczką samochodową nie spodobał mi się. Pomysł dobry, ale bohaterka powiedziała do nauczyciela "Nara" i odjechała. Trochę to nie realne. W normalnym życiu nie postąpiłaby tak. Mam wrażenie, ze masz problemy z interpunkcją ;/ I jeszcze jedno. Już na szczęście ostatni minus to taki, ze rozdziały są chyba trochę za krótkie i wszystko jest opisywane jakby szybko i od niechcenia. Po prostu musisz się trochę wczuć w role bohaterki i opisywać wszystko lepiej. Dam Ci kilka wskazówek. Gdy czekała na przyszłego męża mogłaś opisać pogodę, czy mijający ją zawodnicy rozpoznali ją, jakie emocje jej towarzyszyły. Małe drobiazgi, a upiększają całość :) Czekam na następny rozdział, który mam nadzieje, zrobi na mnie ogromne wrażenie. I uwierz mi, nie chodzi tu o to, ze jestem okropną hejterką tylko chce żebyś stała się popularna i doceniana w świecie blogowym ;) Życzę powodzenia i wytrwałości!
    Inka.

    OdpowiedzUsuń